piątek, 21 kwietnia 2017

Zakupy na promocji -55% Rossmann

Cześć!

Dziś przychodzę do Was z moimi zakupami z promocji w Rossmannie. Przyznam, że na początku nie planowałam zbyt dużych zakupów, ale promocja -55% (z aplikacją Rossmann i przy zakupie 3 różnych kosmetyków) mnie skusiła. Tym razem nie robiłam zapasów sprawdzonych kosmetyków, a bardziej skupiłam się na nowych produktach, które chcę poznać i przetestować. W zasadzie kolorówkę kupuję tylko w czasie różnych promocji. Nie lubię przepłacać za kosmetyki do makijażu.
Do tej pory promocja na kosmetyki do makijażu w Rossmannie była podzielona na tygodnie, gdzie można było nabyć produkty z poszczególnych działów. Tym razem jest inaczej.
Promocja trwa tylko tydzień od wczoraj, czyli 20 kwietnia do 28 kwietnia i obowiązuje na całą kolorówkę. Przez to niestety w Rossmannie jest znacznie większy tłum ludzi, którzy polują na kosmetyki po zniżce. Ja zrobiłam pierwszego dnia promocji dwa podejścia do dwóch Rossmannów i  kupiłam mniej więcej wszystko to co chciałam.  Postaram Wam się wszystko pokazać, a także podzielić się wrażeniami odnośnie kosmetyków, które już zdążyłam pomacać i wypróbować :)


Pierwsza tura zakupów :


Druga tura zakupów:


PODKŁADY I KOREKTORY

Na promocji zawsze najważniejsze jest dla mnie kupienie  dobrego podkładu i korektora, gdyż są to droższe kosmetyki i niezbędne w każdym makijażu. Plusem tej promocji jest to, że właśnie od nich mogłam zacząć, bo przy podziałach często był to ostatni etap. Moim sprawdzonym pewniakiem jest podkład Loreal True Match w odcieniu N2, jest to mój ulubiony podkład i używam go bardzo często (więcej o nim tutaj). Korektor Bourjois Healthy Mix w starej wersji to też mój pewniak, więc mam nadzieją, że nowa sprawdzi się równie dobrze a nawet lepiej:)  Pozostałe podkłady Maybeline Fit Me Matte4 Poreless nr 115, Dr Irena Eris Provoke Matt Fluid nr 210 i Rimmel Fresher Skin nr. 103  to  dla mnie nowości. 


PUDRY,  ROZŚWIETLACZE


Skusiłam się na nową paletę 6 rozświetlaczy do twarzy  Wibo Star Shine o dość nietypowych,  ale pięknych kolorach. Kolory raczej jako rozświetlacze się nie nadają, gdyż są zbyt zimne,  bardziej jako cienie do oczu. Cienie te mają metaliczny połysk i dobrą pigmentację. Na pewno będę ich używać do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka, jako akcent lub na całą powiekę. Kolory przypominają mi niektóre pyłki, pigmenty z Kobo.


Od góry pierwszy rząd i na dole drugi rząd.
KOSMETYKI DO UST

Z kosmetyków do ust kupiłam Eveline All Day Lip Care Oil Tint - Barwiący olejek do ust w kolorze Hot Red. Olejek ma ładny delikatny kolor, który rzeczywiście jakby wżera się lekko w usta przez to kolor mamy na dłużej. Bardzo przyjemny w stosowaniu, nawilża usta i ma ładny zapach.


Kolejnym zakupem jest paletka 6 pomadek do ust Wibo Holy Chic. Pomadki mają ładne kolory, na ustach nie są tak intensywne, jak by to się mogło wydawać parząc na ten zestaw. Mają  pół matowe wykończenie, co mnie pozytywnie zaskoczyło, bo bałam się że będą lepkie i kremowe, do tego są całkiem trwałe. W pudełku jest też aplikator, którym można nanieść produkt na usta. Jedyny minus to brak lusterka, które by się tutaj bardzo przydało i niezbyt wygodne wyjmowanie aplikatora.


Od góry górny rząd i na dole dolny rząd.
Skusiłam się również na jedną matową pomadkę z nowej serii Loreal Color Riche Matte nr 640 Erotique. Pomadka ma  ładny kolor zgaszonego różu z lekką domieszką brązu, na ustach wydaje się bardzo lekka, niewyczuwalna, trzyma się całkiem dobrze, choć nie jest super trwała. Jedyny mały minus to zapach, takich dawnych pomadek z Loreal, trochę duszący.


Z balsamów pielęgnacyjnych w końcu kupiłam znany i rozsławiony Eos w dwóch zapachach Strawberry Sorbet i Sweet Mint. Kupiłam też nowość z Evree, Sugar Lip, Cukrowy Peeling Poziomkowy i nowość z Revlon, Revlon Kiss Balm, Tropival Coconut z SPF 20 z myślą o wakacjach:)


KOSMETYKI DO OCZU I BRWI

Tym razem z  tuszy do rzęs kupiłam tylko jeden, którego jeszcze nie miałam czyli Maybelline The Falsies Push Up Drama. Do tego pomadę Wibo Eyebrow Pomade Soft Brown i Lovely kredkę do brwi Brows Creator Pencil, która jest kompletem do mojego ulubionego tuszu do brwi z tej serii. Kredkę już używałam i kolor jaki i konsystencja jest super. Według mnie jest dużo lepsza od kredki z Wibo, która mi się strasznie kruszyła i bardzo szybko się skończyła.


PRODUKTY DO PAZNOKCI

Na koniec coś do paznokci, lakierów nie kupowałam bo noszę ostatnio hybrydy ale za to skusiłam się na neonowe pyłki brokatowe do manicure Wibo Neon Glitters. Kolorki mają tak cudne, że nie mogłam się zdecydować i wzięłam wszystkie:)



I to wszystkie moje zakupy. Dajcie koniecznie znać co Wam się spodobało z moich zakupów i co Wy kupiliście lub planujecie kupić, bo promocja dopiero się zaczęła i jeszcze trwa:)

Pozdrawiam:*



środa, 12 kwietnia 2017

Dr Irena Eris ProVoke Loose Powder Translucent (Puder sypki) - recenzja

Cześć!

W związku ze zbliżającymi się promocjami w Rossmannie, dziś chcę Wam bliżej przedstawić jeden z moich ulubieńców czyli puder sypki Dr Irena Eris ProVoke Loose Powder Translucent. Warto zwrócić na niego  uwagę na promocjach tym bardziej, że nie jest to tani kosmetyk (jego cena regularna to ok 85 zł). Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego tak bardzo go lubię, to zapraszam do dalszego czytania:)


OPIS PRODUCENTA:


Sypka, lekka formuła pudru, która idealnie stapia się ze skórą, optycznie ją wygładza i pozostawia jedwabistą. Utrwala i udoskonala makijaż. Zapewnia skórze długotrwałe, matowe wykończenie. Zawiera wyciąg z aloesu o działaniu pielęgnacyjnym, nawilżającym i chroniącym skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Idealny do wykończenia makijażu, dla każdego rodzaju skóry.

SKŁAD:

Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, CI 77220, Magnesium Stearate, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Nylon-12, Hydrolyzed Sericin, CI 19140, Tocopheryl Acetate, Parfum, CI 77891, Dimethicone, CI 77499, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, CI 75470, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Benzyl Salicylate, Maltodextrin. 


MOJA OPINIA:

Puder kupiłam na ostatnich jesiennych promocjach w Rossmannie, czyli używam go już ponad pół roku. Puder ma bardzo eleganckie srebrne opakowanie, które przywodzi na myśl luksusowe kosmetyki. Produkt ma otwieraną od góry klapkę z lusterkiem, co jest dość wygodne i praktyczne. Jedyny minus to dość duże dziurki w sitku przez co czasami wysypuje się go za dużo.  Do pudru dołączony jest bardzo wygodny i miękki puszek, który sprawdza się najlepiej do aplikowania produktu. Dzięki nakładaniu pudru puszkiem efekt matu na skórze utrzymuje się znacznie dłużej niż przy nakładaniu go pędzlem. Mat utrzymuje się na mojej mieszanej skórze dobre 5-6 godz. Puder jest bardzo drobno zmielony, nie ciemnieje i nie "ciastkuje" się na twarzy. Jest lekki co sprawia, że nie jest zbyt widoczny, nie zrobi nam maski czy skorupy, ciężko z nim przesadzić. Cera jest pięknie zmatowiona, ale jednocześnie wygląda zdrowo i promiennie, bo nie jest to płaski mat. Puder nie jest zbyt suchy, przez co lepiej się przyczepia do skóry i jednocześnie jej nie przesusza, co jest pewnie zasługą zawartego w nim wyciągu z aloesu i  witaminy E, dzięki czemu idealnie nadaje się również pod oczy. Puder zawiera w sobie talk, ale nie zauważyłam aby podrażniał czy zapychał skórę, więc mi on nie przeszkadza.


Podsumowując jest to najlepszy puder sypki jaki dotąd  miałam.  Uwielbiam efekt jaki  daje i to jak pięknie stapia się ze skórą. Dzięki temu jest ona optycznie wygładzona i wygląda jedwabiście. Do tego puder jest bardzo wydajny, używam go już pół roku i sądzę, że spokojnie na drugie pól mi starczy. Puder ma właściwości matujące, nawilżające oraz ochronne, czyli zaspokaja wszystkie potrzeby mojej skóry. 


Dajcie znać czy znacie ten puder i jakie inne pudry polecacie. 


PS. Zapraszam na mój Instagram tam na bieżąco pokazuję kosmetyki jakich używam i nowości @amaliowo_kolorowo

środa, 15 marca 2017

ULUBIEŃCY STYCZNIA I LUTEGO

Cześć!

Wracam po dłuższej przerwie z nieco już spóźnionymi ulubieńcami dwóch pierwszych miesięcy roku. Ostatnio pojawiło się u mnie sporo nowości, a ciągle brak mi czasu aby wszystko Wam pokazać i zrecenzować. Zanim zasypię Was ostatnimi nowościami chcę pokazać kilka nowych, ale już sprawdzonych kosmetyków, które świetnie mi służą już od jakiegoś czasu i które śmiało mogę polecić.



Zacznę może od pielęgnacji, pierwszym kosmetykiem będzie Holika Holika, Aloe 99% Soothing Gel czyli wielofunkcyjny żel aloesowy. Można używać go praktycznie do wszystkiego, ja go głównie stosuję jako serum nawilżająco-łagodzące na twarz. Żel jest lekki, szybko się wchłania, nie zapycha skóry i ma świetny naturalny skład, dla mnie świetny kosmetyk, który zostanie ze mną na dłużej (więcej o nim piałam tutaj).



Kolejny kosmetyk, który już od dawna jest na rynku i który kiedyś już miałam, a teraz do niego wróciłam jest to Loreal, Ideal Glow - Peeling Rozświetlający dla cery suchej i pozbawionej blasku. Jest to delikatny peeling myjący, który ma przecudowny odświeżający zapach grejpfruta i cytrusów. Peeling nie podrażnia i nie przesusza skóry, a jego zapach rano świetnie rozbudza i dodaje energii. Czy dodaje blasku, może trochę tak, gdyż dzięki temu, że ma drobinki świetnie oczyszcza i wygładza skórę. Warto go spróbować głównie ze względu na jego zapach i przyjemność w stosowaniu.



Pierwszym z ulubionych kosmetyków kolorowych będzie paletka Makeup Rewolution, Fortune Favours The Brave. Paletka ma 30 pięknie skomponowanych cieni o różnym wykończeniu. Bardzo podoba mi się jej kolorystyka i to, że jest trochę chłodniejsza od większości paletek jakie posiadam. Kolory są bardzo zróżnicowane od brązów i złota po fiolety, granaty i zielenie. Można  nią wykonać sporo przeróżnych makijaży od dziennych po wieczorowe.


Jeśli chodzi o pigmentację to ogólnie jest na dobrym poziomie, choć najlepiej napigmentowane są cienie satynowe i wypiekane błyszczące złote odcienie. Niektóre maty są trochę słabsze, ale nadal to nie jest zła pigmentacja. Dla porównania poniżej pokazuję przykład kilku wykończeń cieni i ich pigmentację (bez bazy).

Kolory od lewej: Buffer, Green Machine, Skylight, Peachy, Golden Coins, Super Gold, New World, Cashmere, Yes Please.


Sądzę, że jest to świetna paletka do codziennych makijaży dla osób które lubią różnorodność a także na wyjazdy, bo mamy duże lustro i wszystkie kolory jakie potrzebujemy do zrobienia makijażu w jednej palecie. Mimo iż mam palety o nieco lepszej pigmentacji bardzo ją lubię, a niektóre kolory są naprawdę niepowtarzalne.



Kolejnym ulubieńcem jest puder Eveline, Utrwalający Matujący Puder do Twarzy - Face Sensation 40 Light. Puder ma piękne złote opakowanie z lusterkiem. Można używać go na mokro jako podkład lub na sucho jako puder. Ja używam go na sucho, puder pięknie matuje i wygładza skórę. Dla mnie to idealny produkt do torebki, dzięki któremu w ciągu dnia mogę poprawić makijaż. Puder ten świetnie zastąpił mi  mój ulubiony (i sporo droższy) Max Factor Facefinity Compact Foundation podkład w kompakcie.



Kolejnym ulubieńcem jest również puder, ale tym razem sypki puder mineralny - Loreal, The Minerals True Match, Golden Ivory D1W1. Jest to puder, który kiedyś już był na rynku potem został wycofany, rok temu  powrócił, a teraz chyba znów go wycofują, bo ostatnio był w Rossmannie w "cenie na do widzenia" (mam nadzieję, że teraz tylko zmieniają szatę graficzną i szybko wróci). Puder daje piękne satynowe wykończenie, można go używać zamiast fluidu. Nie zatyka porów i nie zawiera tłuszczu, jest idealny dla cery z problemami. Jedyny minus to słabo dostępna kolorystyka, ja widziałam tylko dwa kolory i ten jaśniejszy jest trochę za ciemny. Jednak zaczęłam go używać i okazało się, że ładnie stapia się ze skórą i tej różnicy prawie nie widać,  sądzę że teraz jak idzie wiosna będzie to puder - podkład idealny. Ja najczęściej używam go z lekkimi podkładami, lub kremami BB, ale latem spróbuję używać go samego.



Na koniec dwie matowe pomadki w cudnych naturalnych kolorach Kobo, Rose Desert 417 z pięknej limitowanej złotej kolekcji i Rimmel, The Only 1 Matte 200 Salute. Są to pomadki, które mimo, że są matowe łatwo się je aplikuje i są bardzo kremowe, dzięki czemu nie wysuszają ust. Mają świetne krycie i dość długo utrzymują się na ustach. Pomadka z Kobo to piękny przybrudzony róż, a pomadka z Rimmel to idealny kolor nude.


Od lewej Rimmel The Only 1 Matte 200 Salute, Kobo Rose Desert 417.

I to tyle jeśli chodzi o ulubieńców, koniecznie dajcie znać co o nich sądzicie. Zapraszam też na mój Instagram  @amaliowo_kolorowo , gdzie na bieżąco pokazuję  moje nowości kosmetyczne i nie tylko:)



sobota, 18 lutego 2017

HOLIKA HOLIKA ALOE 99% SOOTHING GEL - WIELOFUNKCYJNY ŻEL ALOESOWY.

Cześć!

Kosmetykami z zawartością aloesu zainteresowałam się już kilka lat temu będąc na Wyspach Kanaryjskich, gdzie  aloes jest bardzo popularnym składnikiem kosmetyków. Nawet przywiozłam sobie ,kawałek tej rośliny do posadzenia  jej w domu, ale nic mi z tego nie wyszło. O kosmetykach z aloesem przypomniałam sobie, gdy usłyszałam o wielofunkcyjnym żelu aloesowym koreańskiej marki Holika Holika, który od jakiegoś czasu cieszy się coraz większą popularnością. Znając świetne właściwości aloesu  bardzo byłam ciekawa tego produktu, który przyciągał swoim wyglądem i świetnym składem. Kupiłam go aby sprawdzić czy faktycznie jest aż tak dobry jak mówią inni. W jaki sposób możemy stosować żel i jak sprawdził się u mnie? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu, tak więc nie przedłużając zapraszam.



OPIS PRODUCENTA:

Wielofunkcyjny aloesowy żel, który zawiera 99% ekstraktu z aloesu. Może być stosowany do każdego rodzaju skóry twarzy i ciała.
  • Produkt przynosi efekt nawilżenia, chłodzenia i odświeżenia dzięki wysokiej zawartości soku z Aloesu, który pochodzi z czystej wyspy Jeju w Korei Południowej. Czysty i świeży sok z liści aloesu jest uzyskany w procesie fermantacji przy użyciu grzybów. Dzięki temu żel jest jeszce bardziej naturalny bez zbędnych konserwantów i daje jescze większy efek łagodzący dla skóry
  • Aloes głęboko i bardzo szybko wnika w tkanki, wchłania się 4 razy szybciej niż woda, a ponadto zapewnia utrzymanie prawidłowego nawodnienia skóry przez długi czas. Oczyszcza, ujędrnia i regeneruje naskórek oraz poprawia miejscowe krążenie krwi
  • Aloes pomaga utrzymać na skórze lekko kwaśny odczyn, przez co staje się ona odporniejsza na różnego rodzaju podrażnienia. Ponadto zawiera enzymy przyśpieszające regenerację naskórka oraz aloektynę działającą przeciwzapalne dlatego też produkt może być również stosowany przez osoby ze skórą trądzikową i problematyczną
  • Opakowanie zostało zaprojektowane na wzór liscia aloesu aby przybliżyć użytkownikom tą niezwykłą roślinę. Produkt pięknie pachnie co umila aplikację
  • Koreański żel aloesowy jest hipoalergiczny. Nadaje się również do skóry wrażliwej, podrażnionej i problematycznej. Nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, sztucznych barwników oraz składników pochodzenia zwierzęcego

Sposób użycia:
  • Serum do włosów: Aplikować na suche bądź wilgotne włosy, nie spłukiwać.
  • Krem nawilżający: Żel aplikować na oczyszczoną skórę twarzy delikatnie wklepując.
  • Produkt łagodząco-chłodzący: Aplikować po opalaniu, po ukąszeniach owadów, po zabiegach kosmetycznych.
  • Okolice oczu: Żel aplikować na strefę wokół oczu w celu zniwelowania "worków" pod oczami.
  • Balsam do ciała: Stosować jako nawilżający balsam do ciała w miejscach gdzie skóra jest sucha i podrażniona.
  • Krem do rąk i stóp: Aplikować na suchą skórę na stopach i dłoniach.
Składniki:

Aloe Barbadensis Leaf Juice , Nelumbium Speciosum Flower Extract, Centella Asiatica Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Zea Mays (Corn) Leaf Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Triethanolamine, Fragrance, Phenoxyethanol




MOJA OPINIA:

Pierwsze co przyciągnęło moją uwagę jest to z pewnością opakowanie, którym jest śliczna zielona butelka w kształcie liścia aloesu. W zależności od wersji, znajduje się w niej 250 ml lub 55 ml żelu (ja mam oczywiście tą większą wersję:)). Ogólnie opakowanie wizualnie bardzo mi się podoba, ale bardziej funkcjonale w przypadku takiego produktu byłoby zastosowanie pompki, ponieważ buteleczka jest dość twarda i ciężko wycisnąć z niej produkt, a często gdy to się uda jest to zbyt duża ilość. Ja jednak w takiej sytuacji nakładam produkt np. na twarz, a pozostałą część na włosy więc nic się nie marnuje;)


Bardzo spodobał mi się też zapach żelu, który jest bardzo świeży i orzeźwiający przypomina miks ogórka i arbuza.  Przeźroczysta lekko żelowa formuła kosmetyku sprawia, że błyskawicznie się wchłania. Skóra przez chwile jest lepka a potem produkt jakby zupełnie znika, pozostawiając po sobie delikatne uczucie chłodu i odświeżenia. Nakładanie żelu jest przyjemne i bezproblemowe, wydaje się też być dość wydajny.  


Ponieważ żel jest kosmetykiem uniwersalnym, postanowiłam go stosować na włosy, różne partie ciała i na różne sposoby. Najbardziej odpowiadał mi w pielęgnacji twarzy, jako serum. Skóra twarzy jest momentalnie bardziej elastyczna, przyjemnie nawilżona, a wszelkie podrażnienia ukojone. Ale dla jeszcze doskonalszego efektu od razu nakładam na niego krem. Wtedy te działanie trwa znacznie dłużej. Aloes ma właściwości kojące i gojące. Jeśli borykacie się z zimowym przesuszeniem twarzy, doskwiera Wam pieczenie lub swędzenie to bardzo polecam postawić właśnie na żel aloesowy, który daje natychmiastową ulgę. Bardzo dobrze sprawdził się też pod oczy, szczególnie po całym dniu kiedy jestem zmęczona, nakładam troszkę grubszą warstwę, działa jak taki kompres przynosząc niesamowitą ulgę. Nie do końca odpowiadał mi jako serum na włosy, ponieważ jakoś nie widziałam spektakularnego efektów jego działania. Jednak stosowany na sam skalp łagodzi podrażnienia czy swędzenie wywołane np. przez nieodpowiedni szampon. W przypadku używania go jako kremu do rąk i stóp nawilżenie było może nieco za słabe, szczególnie na mocno przesuszoną skórę, jednak działanie kojące przynosiło ulgę suchej skórze i żel świetnie się sprawdził jako dopełnienie kremu. Wolę jednak używać go na twarz, bo trochę mi go szkoda na inne partie ciała. Produkt jak sądzę idealnie też się sprawdzi latem na skórę podrażnioną przez promienie słoneczne, gdyż cudnie chłodzi i łagodzi podrażnienia.

Podsumowując produkt jest rzeczywiście godny polecenia, ma świetne właściwości nawilżające i kojące oraz wiele zastosowań.  Nie podrażnia, nie zapycha, ma dobry skład a do tego jest bardzo wydajny  (cena ok  30 zł za 250 ml). Sądzę, że nie jest to moje ostatnie opakowanie i na długo zagości w mojej kosmetyczce.

Dajcie znać czy już znacie ten produkt i jak u Was najlepiej się sprawdza?

Pozdrawiam:)



wtorek, 7 lutego 2017

Suchy szampon Isana, Style 2 Create, Berry Mania.

Witajcie !

Dziś przychodzę do Was z nowością, którą ostatnio przykuła moja uwagę na półce w Rossmannie, a mianowicie suchym szamponem Isana, Style 2 Create, Berry Mania. Suche szampony należą do produktów, które  używamy w nagłych wypadkach, kiedy nie mamy czasu umyć włosów, a także aby dodać im objętości, świetnie się sprawdzają szczególne zimą  kiedy nosimy czapkę. Jeśli jesteście podobnie jak ja posiadaczkami cienkich włosów z tendencją do przetłuszczania pewnie suche szampony nie są Wam obce i używacie ich częściej:). Do tej pory moimi ulubionymi szamponami tego typu były szampony Batiste, czy udało mi się znaleźć jego tańszy i równie dobry zamiennik, jeśli jesteście ciekawi to zapraszam dalej.


OPIS NA OPAKOWANIU:

Formuła Berry Mania. Zapewnia włosom mocną dawkę świeżości nadaje im większą objętość i zapach dzikich jagód. Suchy szampon umożliwia odświeżenie włosów na sucho między zwykłymi zabiegami mycia głowy. Twoje włosy stają się super świeże, uzyskują większą objętość i oczarowują długotrwałym zapachem dzikich jagód.
Formuła Berry Mania:
- oczyszcza włosy bez mycia
- znakomicie nadaj się również do szybko natłuszczających się nasad włosów
- daje się łatwo wyszczotkować
zapewnia włosom większą objętość

Skład: Butane, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Alkohol denat, Aqua,Parfum, Linalool,, Disteryldimonium Chloride, Isopropyl Alcohol.
MOJA OPINIA:
Szata graficzna tego szamponu od razu przykuła moją uwagę w Rossmannie, do tego był w promocyjnej cenie 6,99 zł (patrzyłam na stronie, że nadal jest w promocji do 9 lutego, cena standardowa 10,99 zł), czyli połowę taniej niż Batiste. Mimo, że tradycyjny suchy szampon Isana średnio mi pasował postanowiłam dać mu szansę tym bardziej, że jest to wersja limitowana. Pierwszą jego zaletą jest piękny jagodowy zapach. Kolejną okazało się jego działanie, bardzo dobrze odświeża włosy. Po użyciu włosy nie plączą się i są puszyste. Przetestowałam już sporo szamponów i żaden nawet nie zbliżył się jakością do Batiste, ale ten mimo, że może nie jest tak dobry, to jego działanie jest już porównywalne z Batiste. Przedłuża świeżość włosów co najmniej o jeden dzień, a nawet na drugi dzień po jego użyciu włosy nadal nie wyglądają tak źle; )


Ja obecnie mam blond włosy i biały  puder z szamponu nie jest u mnie zbyt widoczny, jednak na włosach brunetek i szatynek puder będzie widoczny i trzeba go bardziej wyczesać.  Efekt jest tym lepszy, im więcej i dokładniej nałożymy produkt, można stopniować ten efekt w zależności o stopnia przetłuszczenia włosów.  Puder w szamponie absorbuje łój przez co włosy wyglądają świeżej. Pamiętajmy jednak,  że żaden szampon nie da w 100 % efektu czystych włosów i nie zastąpi ich mycia. Jednak jest to jeden z nielicznych szamponów,  który u mnie się sprawdził i dał świeżość włosom na dłużej niż tylko kilka godzin.

Podsumowując jest to bardzo dobry i niedrogi  suchy szampon, który robi to co ma robić. Może nie porzucę dla niego szamponów Batiste, ale jest to całkiem przyjemna odmiana i mały skok w bok;). Sądzę,  że warto się nim zainteresować.

Dajcie znać czy używacie suchych szamponów i które się u Was sprawdziły.

Pozdrawiam:)


piątek, 3 lutego 2017

PODKŁAD LIRENE PERFECT TONE - recenzja.

Cześć !

Dziś przychodzę z obiecaną recenzją podkładu Lirene Perfect Tone. Podkład kupiłam zupełnie przypadkiem jesienią na promocjach -40% w Rossmannie. Skusił mnie napis, że dopasowuje się do koloru ceny i to, że jest to nowość o której jeszcze  nie słyszałam. Potem odłożyłam go do zapasów i czekał na swoją kolej. Z czasem zaczęło się o nim robić coraz głośniej, że to świetny podkład, więc postanowiłam czym prędzej go wypróbować. Spodobał mi się na tyle, że trafił do ulubieńców roku, jako moje odkrycie. Czy jednak ten podkład będzie dobry dla wszystkich,  dowiecie się z dalszej części posta, zapraszam:)


OPIS PRODUCENTA:

Innowacyjne pigmenty „soft focus” dopasowują się naturalnego odcienia skóry, jednocześnie dodając jej blasku, świeżości i subtelnego połysku. Fluid delikatnie kryje, nie zmienia kolorytu w czasie, zapewniając przy tym lekkie odczucie na skórze. Zawarty w formule kwas hialuronowy dodatkowo chroni skórę przed utratą wilgoci. Potwierdzone bezpieczeństwo i skuteczność. Testowano dermatologicznie.
Występuje w 8 odcieniach.


MOJA OPINIA:

Pierwszym plusem jest dość spora gama kolorystyczna, ja posiadam najjaśniejszy odcień Ivory 100, i jest to kolor obecnie dla mnie idealny, ma beżowo-żółte  tony i jest dość jasny. 

Lirene Perfect Tone
Lirene Perfect Tone, kolor Ivory 100
Opakowanie podkładu też jest jak najbardziej na plus. Podkład ma szklaną, estetyczną buteleczkę z pompką, pozwalającą na higieniczną i wygodną aplikację, podobnie jak wiele innych droższych podkładów.  Konsystencja jest dość płynna, ale nie za wodnista dzięki czemu podkład wygodnie się nakłada i  jest lekki na skórze.  Podkład bardzo dobrze się rozprowadza najlepiej  palcami lub gąbeczką. Nie jest tępy na skórze, nie tworzy smug ani nie daje uczucia lepkości na  twarzy. Podkład nie posiada zapachu, co jest nawet plusem, bo  ie zawiera dodatkowych zapachowych substancji w składzie, które czasem mogą być drażniące. Fluid tak jak obiecuje producent ładnie dopasowuje się do koloru skóry i nie ciemnieje. 
Podkład od razu po nałożeniu i po zastygnięciu na skórze.
Perfect Tone pięknie się stapia ze skórą i nie daje efektu maski. Daje on na skórze poczucie nawilżenia, nie podkreśla suchych skórek, lekko rozświetla skórę, ale nie ma mokrego, błyszczącego wykończenia, nie jest to też mat, raczej jest to satynowe wykończenie. Jeśli chodzi o jego krycie, to mimo iż producent mówi o lekkim kryciu, jest ono od lekkiego po średnie. Krycie można budować, dwie warstwy dają już w miarę średnie krycie. 
Nie jest to jednak podkład dla osób, które mają sporo zmian i niedoskonałości do zakrycia. Może też się nie sprawdzić na tłustej cerze, gdyż nie jest to podkład który długo trzyma mat. Ja mam cerę mieszaną i po ok 3 godzinach muszę go ponownie przypudrować w strefie T.

Dotychczas moim ulubionym podkładem, który jest lekki i nawilżający  był Bourjois Healthy Mix, choć ostatnio przestał dobrze się trzymać na mojej skórze. Sądzę, że Perfect Tone jest jego bardzo dobrym tańszym zamiennikiem (jego cena to ok 35 zł) i obecnie wydaje się być bardziej trwały, nie spływa i nie ciastkuje się, utrzymuje się prawie cały dzień (pod koniec dnia lekko się ściera, ale równomiernie).
Poniżej przedstawiam Wam porównanie kolorystyczne Perfect Tone, do dwóch pozostałych podkładów, które  najczęściej teraz  używam.

Od góry Catrice  HD Liquid Coverage 020, Lirene Perfect Tone 100, Loreal True Match N1.

Podsumowując Perfect Tone jest to naprawdę świetny podkład, chyba najlepszy podkład Lirene jaki miałam. Jeśli szukacie lekkiego podkładu, który ładnie dopasowuje się do koloru skóry, nie tworzy maski i nada skórze świeżego, zdrowego wyglądu, a jednocześnie nie wymagacie od niego mocnego krycia, czy efektu matu, to sądzę, że możecie zwrócić na niego uwagę i  na pewno się nie zawiedziecie. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, jednak używam go wtedy, gdy moja skóra jest w dobrym stanie bez większych niedoskonałości.


Dajcie znać czy już znacie ten podkład i co o nim myślicie.

Pozdrawiam :)






wtorek, 31 stycznia 2017

ULUBIEŃCY ROKU 2016 - KOLORÓWKA.

Cześć !

Miniony rok był dla mnie obfitujący w wiele  ciekawych odkryć kosmetycznych szczególnie w zakresie kolorówki, gdzie pojawiło się wiele nowości. Nadal używam sporą część kosmetyków, które pojawiły się w  poprzednich ulubieńcach roku (możecie zobaczyć je tutaj) i nadal uważam, że są świetne, jednak zamierzam się skupić głównie na nowych kosmetykach, które pokochałam w roku 2016.  Zapraszam więc Was na przegląd ulubieńców roku z kolorówki:)



1. Podkłady 



Na początku minionego roku używałam  podkładów,  które były w ulubienicach 2015, jednak z nadejściem wiosny pojawił się u mnie Loreal True Match, który od razu został moim ulubieńcem nr 1. Daje on piękne wykończenie,  jest lekki i mało widoczny na skórze, a gama kolorystyczna tych podkładów jest naprawdę szeroka i każdy znajdzie dla siebie swój odcień, pisałam o nim tutaj. Był to i nadal jest mój najczęściej używany podkład. Kolejne podkłady nie są ulubieńcami całego roku, ale są to odkrycia końca roku i to tak świetne odkrycia, że musiałam o nich tu wspomnieć. Jest to podkład Catrice HD Liquid Coverage, który stał się już hitem całej blogosfery i nie tylko. Podkład ten jest świetny, gdyż mimo iż jest bardzo lekki daje świetne krycie i pięknie wygląda na skórze, pisałam o nim tutaj. Minusem jest nadal kiepska dostępność tego podkładu i mały wybór kolorów. Kolejny podkład z siostrzanej firmy Essence, Camouflage 2-1 Make-Up&Concealer jest to najlepszy tani podkład (poniżej 20 zł) jaki odkryłam. Ma również świetne krycie i świetnie matuje, również jest dość lekki choć już nie tak jak Catrice. Dwa pierwsze kolory są dość jasne, jedyny minus, że trochę ciemnieje, również o nim pisałam i możecie o nim poczytać tutaj. Moje ostatnie odkrycie minionego roku, to podkład Lirene Perfect Tone, który ma działanie nawilżające, pięknie się stapia z cerą i bardzo naturalnie wygląda, sądzę że może być świetnym zamiennikiem Healthy Mix z Bourjois ( już niedługo zrobię jego recenzję).

2. Korektory


Korektorem, który królował u mnie prawie cały rok jest Bourjois  Healthy Mix. Jest on bardzo wydajny, wystarczy odrobina by pokryć wszystkie cienie pod oczami (moje cienie są raczej średnie), nie wchodzi w zmarszczki nie wysusza skóry i świetnie wszystko kryje. Niestety ta wersja została już wycofana i jest teraz jego  nowa wersja, mam nadzieję, że równie dobra jak stara.

3. Pudry sypkie i w kamieniu


Na początku minionego roku bardzo polubiłam się z  Korygująco - rozświetlającym pudrem w kulkach Wibo Star Glow. Puder daje piękne delikatne rozświetlenie na skórze, sprawiając, że wydaje się ona bardziej wypoczęta. Ma delikatne drobinki jednak przy nakładaniu go pędzlem nie widać ich prawie na twarzy.  Robiłam jego recenzję i porównywałam go do podkładu HD z Inglota, wtedy część z Was bardzo wystraszyły te drobinki, ale naprawdę musiałam go  sporo nałożyć by było je widać na zdjęciu (recenzję możecie zobaczyć to tutaj). Kolejnym ulubieńcem, który też jest pudrem upiększającym jest Catrice Healthy Look Mattifying Powder 010 Luminous Light. Puder dzięki połączeniu kilku odcieni dopasowuje się do odcienia skóry, daje transparentny matowy efekt. Nadaje skórze zdrowego wyglądu i lekko tuszuje drobne niedoskonałości. Kolejny ulubieniec, który zawitał u mnie  na początku wakacji to Mineralny puder matujący od Lirene, City Matt. Na początku byłam bardzo zdziwiona, bo zawiera on drobinki, a jest to w końcu puder matujący. Jednak te drobinki, są praktycznie niewidoczne na skórze a puder jest jedwabisty i pięknie matuje, a przy tym skóra wygląda naturalnie i świeżo.  
Ulubionym pudrem sypkim który idealnie stapia się ze skórą, pięknie ją wygładza i utrwala makijaż jest Loose Powder Translucent Provoke Dr Irena Eris. Puder jest bardzo miałki, świetnie zmielony do tego zawiera wyciąg z aloesu, który ma działanie pielęgnacyjne. Jest to moje jedno z największych odkryć minionego roku i obecnie mój nr 1 z pudrów sypkich jakie do tej pory używałam. Puder daje matowe wykończenie, ale również zawiera mikroskopijne drobinki, dzięki czemu nie jest to płaski mat a zdrowo wyglądająca skóra, mat utrzymuje się dobre kilka godzin.

4. Bronzery


W poprzednim  używałam sporo przeróżnych bronzerów, część z nich była w zestawie jednak chcę tu wyróżnić dwa samodzielne wypiekane bronzery. Pierwszy to chłodny satynowy bronzer z My Secret Face'n'body, Bronzing Powder, a drugi bardziej ciepły również satynowy  Golden Rose Mineral Terracotta Powder 04. Oba są bardzo wydajne i dają delikatny efekt na skórze, który można stopniować, dzięki czemu nie zrobimy sobie nim plamy.
Po lewej My Secret, po prawej Golden Rose.
5 . Róże do policzków



Tu również chcę wyróżnić dwa samodzielne róże. Pierwszy jest z początku roku to Catrice Defining Blush 080 Surose Avenue, jest to piękny zgaszony odcień delikatnego różu o satynowym wykończeniu. Bardzo uniwersalny kolor, który będzie pasował większości do tego również bezpieczny, nie zrobimy sobie nim plamy i możemy go stopniować. Kolejny to odkrycie z drugiej połowy roku, czyli róż z Wibo Ecstasy nr 1. Jest to piękny kolor, który jest zamiennikiem Nars "Orgasm". Mimo, iż miałam już podobny kolor i wydawało mi się, że mi on nie pasuje ten  róż sprawił, że zmieniłam zdanie.  Jest on delikatny i pięknie się mieni na różowo-złoty kolor, który ożywi każdą cerę (o różach z Wibo pisałam tutaj). 

6. Rozświetlacze




Nadal jednym z moich ulubionych rozświetlaczy jest My Secret Face Illuminator Powder. Jednak w ubiegłym roku dołączyło do niego kilka innych.  Jednym z nich który dołączył w drugiej połowie roku jest kolejny rozświetlacz od My Secret, Face illuminator Powder Sparling Beige.  Rozświetlacz ten jest bardziej srebrzysty, chłodniejszy w porównaniu do Princess Dream. Delikatnie opalizuje na różowo. Jest idealny na sezon zimowy i dla jasnej karnacji. Również pięknym opalizującym na różowo rozświetlaczem, który odkryłam w pierwszej połowie minionego roku jest Eveline Highlighter Pressed Powder - Puder rozświetlający do twarzy i ciała 54 Rose. Rozświetlacz ten  daje delikatną brzoskwiniowo-różową poświatę. Minusem jest niestety bardzo kiepskie opakowanie. 

Po lewej Eveline Highlighter Pressed Powder 54 Rose, po prawej My Secret Sparling Beige

Ulubionym rozświetlaczem w lecie został JOKO Mineral Powder nr 04 Highlighter, jest to wypiekany puder rozświetlający. Puder ma delikatnie kremową konsystencję, a kolor nr 04 jest pięknym odcieniem beżowo-brzoskwiniowym pięknie rozświetla i ożywia twarz, pokrywając ją delikatną złotawą poświatą. Rozświetlacz tworzy piękną taflę bez widocznych drobinek Dodatkowym plusem jest to, że puder nie posiada parabenów i jest wzbogacony o olej z orzechów makadamia oraz jojoba. Ostatnim ulubieńcem jet paleta rozświetlaczy Wibo Strobing Make Up Shimmers Kit, składająca się z czterech rozświetlaczy do twarzy. Paletka wygląda bardzo elegancko ma lusterko i jest zamykana na magnes. 
Dwa jasne odcienie są naprawdę ładne, pigmentacja jest bardzo dobra i już delikatne muśnięcie pędzlem zapewni efekt odbicia światła i piękną taflę (dwa ciemniejsze kolory jednak w ogóle nie sprawdzają się jako rozświetlacze).  


Po lewej Joko, po prawej Wibo jasne odcienie góra, dół.
7. Palety do konturowania

Miniony rok obfitował w różnego rodzaju palety i zestawy do konturowania twarzy, ja nie zdołałam oprzeć się tej modzie i zakupiłam kilka tego rodzaju produktów. Pierwszy z ulubionych to paletka Kobo Face Contour Palette, która zawiera moje dwa ulubione matowe bronzery z Kobo (były w ulubieńcach 2015) i puder rozjaśniający również matowy, który świetnie mi się sprawdza pod oczy. Kolejna paletka to mój wiosenny i letni  ulubieniec czyli Rimmel, Kate Sculpting & Highlighting Kit w odcieniu 002 Coral Glow. Paletka posiada piękny koralowy matowy róż, ładny delikatny rozświetlacz o szampańskim odcieniu i delikatny satynowy bronzer, świetnie mi służyła całe lato na różnych wyjazdach, więcej o niej pisałam tutaj. I ostatnie to małe kółeczko z Wibo Secert Duo Color, czyli wypiekany bronzer z różem. Mimo, że jest niepozorne to ma w sobie dwa piękne odcienie neutralnego brązu i pięknego różu (podobnego do różu Wibo Ecstasy).


8. Palety z cieniami do oczu


Miniony rok był kolejnym w którym  rządziły u mnie zdecydowanie palety Zoeva. Są naprawdę rewelacyjne, mają bardzo dobrą pigmentację, ciekawe odcienie i nie osypują się. Do mojej kolekcji dołączyła Cocoa Blend i to ona stała się ulubieńcem nr 1 wśród palet. Nadal też bardzo lubię czekoladowe palety z I Heart Makeup Wonder Palette  i w minionym roku ulubioną czekoladką była Chocolate Vice. Ma ona piękne odcienie nie tylko brązu i złota, ale również wpadające w róż i brzoskwinię. Obie paletki mają idealne odcienie dla niebieskich oczu czyli dla moich ;) (choć nie tylko).





Kolejna paletka to Astor EyeArtist 100 Cosy Nude, która ma świetnie dobrany kolorystycznie zestaw matowych cieni na co dzień. Paletka poza matami posiada również bazę i glitter, świetnie sprawdziła się na różnego rodzaju wyjazdach jak również na co dzień do szybkich makijaży. Kolejna paletka, to mój letni ulubieniec Sleek Whimsical Wonderland Collection, ma piękne pastelowe cienie, które są też dobrze napigmentowane. Paletka kojarzy mi się z latem i wakacjami, w połączeniu z paletką Astor tworzyła świetny wyjazdowy duet.


9. Cienie pojedyncze, pigmenty, kredki


Ulubionym pigmentem w ubiegłym roku  był  Inglot Pure Pigment Eye Shadow nr 85, myślałam o nim już od dawna i nie żałuję zakupu. Pigment jest cudnym połączeniem zieleni i brązu, pięknie wygląda na powiece i nałożony nawet sam robi cały makijaż:)


Odkryciem minionego roku były kredki Rimmel Magnif'eyes, które są połączeniem cienia i eyelinera. Posiadam dwa kolory 004 Dark Side of Blue z niebieskim eyelinerem i grafitowym połyskującym cieniem oraz kolor 005 Pink&Purple Rain z różowym połyskującym cieniem i eyelinerem w kolorze ciemnego bordo-fioletu. Kredki są  świetnie napigmentowane, kolor utrzymuje się na powiece cały dzień, nie rozmazuje się i nie blaknie. Oba produkty po nałożeniu świetnie się rozcierają jednak po chwili zastygają i wtedy są nie do ruszenia (więcej o nich tutaj). Świetną kredką  jest też Kajal Pomp Up Booster z Miss Sporty, który świetnie mi się sprawdza do podkreślania dolnej powieki, trzyma się cały dzień , nie rozmazuje i nie blaknie idealny do szybkiego makijażu.


10. Produkty do brwi



Nadal jednym z moich ulubieńców jest  kontrówka do brwi w żelu, Inglot nr 12 (wspominałam o niej tutaj). Jednak w  ubiegłym roku doszło do niej kilka produktów a nawet jeden jej świetny zamiennik.  Wiosna i lato należały do Wosku do brwi w kredce - Wax Eyebrow Pencil od Bell.  Jest to wykręcany sztyft, który jest dość cienki dzięki czemu łatwo można nim wyrysować nawet cienkie włoski.  Miałam kolory 01 i 02 oba były w ładnej chłodnej tonacji. Był to bardzo wygodny w stosowaniu i tani kosmetyk, niestety mało wydajny. Mimo to nadal uważam, że były to jedne z lepszych kredek do brwi jakie miałam w tej cenie (poniżej 10 zł)  i zamierzam jeszcze do nich wrócić (pisałam o nich tutaj). 



Kolejnym produktem jest Bell Hypoallergenic Brow Moddelling Stick, jest to również wosk w kredce o chłodnym odcieniu, ale sztyft ma dość szeroki, nie wyrysujemy sobie nim pojedynczych włosków. Jest zaś świetny do szybkiego zaznaczenia brwi, kiedy nie ma czasu na dokładne ich wyrysowanie. Kolejną kredką którą odkryłam już bliżej jesieni jest Maybelline Brown Satin (napisy z opakowania całkowicie się starły). Ma bardzo ciekawe rozwiązanie, gdyż posiada dwie końcówki. Jedna to automatyczny liner, idealny do zaznaczenia linii, wyrysowania włosków. Druga natomiast, to puder w gąbeczce, ułatwiający wypełnienie ewentualnych braków. Dzięki takiemu rozwiązaniu, w prosty sposób można szybko pięknie wyrysować brwi. Świetnym zamiennikiem pomady z Inglota , okazał się cień w kremie Bell Wanted nr 03, który jest bardzo trwały i ma prawie identyczny kolor co Inglot, a do tego kosztuje dużo taniej (pisałam o nim tutaj). I na koniec żel do brwi Lovely Brows Gel Creator, który świetnie utrwala włoski i używam go razem ze wszystkimi wymienionymi produktami do brwi, jest to już moje kolejne opakowanie. Żel ma idealną konsystencję nie jest za rzadki ani za gęsty, kolor też mi pasuje idealnie a do tego kosztuje niewiele:)

11. Tusz do rzęs



Kolejny rok z rzędu wygrywa u mnie tusz Maybelline Lash Sensational tym razem wersja Intense Black. Tusz posiada silikonową szczoteczkę o wypustkach różnej długości, w kształcie wygiętego wachlarza, która dociera do nawet najkrótszych rzęs i precyzyjnie rozdziela dłuższe rzęsy. Tusz pięknie wydłuża i pogrubia rzęsy ale ich nie skleja, nie kruszy się i nie rozmazuje, dla mnie ideał :). 

12. Produkty do ust




Rok 2016 był kolejnym rokiem  matowych pomadek, których pojawiało się sporo na rynku i u mnie w kosmetyczce ;).  Ciężko mi było wybrać, kilka które najbardziej lubiłam w minionym roku. Przede wszystkim nadal uwielbiam Bourjois Rouge Edition Velvet, ale pojawiło się też sporo innych świetnych matowych pomadek. Bardzo polubiłam się z płynnymi matowymi pomadkami od Bell Moroccan Dream, moje ulubione kolory to 02 i 03, więcej o nich pisałam tutaj. Świetne pomadki razem z idealnie pasującą konturówką są od Lovely K-Lips, mój ulubiony kolor to Pink Poison, a pisałam o nich tutaj. Polubiłam też matowe wykręcane pomadki w kredce od Catrice Matt Lip Artist, świetne do szybkiego makijażu na co dzień, mój ulubiny kolor to śliczny nudziak 010.

Od lewej K-Lips Pink Poison, Moroccan Dream 02,03, Catrice 010.
Jeśli chodzi o pomadki nawilżające, to bardzo polubiłam pomadki Rimmel Moisture Renew Sheer & Shine, które mam w trzech kolorach, mój ulubiony to nr 600 Spin All Spring i były moim wakacyjnym hitem. Pomadki zawierają witaminy A, C i E i filtr SPF 20. Mają  lekką formułę, nie lepią się i chronią przed promieniami słonecznymi:). Bardzo fajne nawilżające i niedrogie pomadki odkryłam jesienią z Miss Sporty Wonder Smooth, kolor nr 100 Barely Amazing to śliczny delikatny nudziak, który często  używam.




Trochę się tego wszystkiego jak zawsze nazbierało, choć starałam się mocno ograniczyć  i wybrać tylko te produkty które najczęściej używałam. Wszystko o czym wspomniałam jest naprawdę warte uwagi i z pewnością pozostanie ze mną i w tym roku.

Dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z kolorówki z tamtego roku i czy któryś z moich ulubieńców sprawdził się też u Was.

Pozdrawiam:)


PS. Zapraszam na mój Instagram tam na bieżąco pokazuję kosmetyki jakich używam i nowości  @amaliowo_kolorowo