Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

ULUBIEŃCY ROKU 2017 - KOLORÓWKA

Cześć!

Dziś przychodzę do Was  z podsumowaniem minionego roku. Był to rok pełen ciekawych odkryć kosmetycznych, gdzie pojawiło się bardzo wiele nowości. Niestety blogowo, poprzedni rok  był mniej udany, z powodu remontu, przeprowadzki i  wynikającego z tego braku czasu pojawiło się mniej postów i nie o wszystkich kosmetykach godnych uwagi udało mi się napisać. Jednak postanowiłam nie przerywać prowadzenia bloga i pisać w miarę możliwości po prostu dla przyjemności. Zaczynamy dziś od ulubieńców kosmetyków do makijażu, bo one zdominowały poprzedni rok. Nadal też używam część kosmetyków, które pojawiły się w poprzednich ulubieńcach roku (tutaj), jednak podobnie jak rok temu zamierzam się głównie skupić  na  kosmetykach, które pokochałam  2017 roku. Zapraszam więc Was na przegląd ulubieńców roku z kolorówki i  ostrzegam nie będzie to krótki post, bo mam sporo do pokazania :)


1. Podkłady


Początek minionego roku zdominowały dwa podkłady, które znalazły się już w ulubienicach 2016 r., czyli Loreal True Match (pisałam o nim tutaj) i Catrice HD Liquid Coverage (pisałam o nim tutaj)Oba mają satynowe wykończenie i świetnie sprawdzają się do cery mieszanej, mają  dobre średnie krycie, które da się zbudować. Latem moim odkryciem był podkład Maybelline Fit Me! (pisałam o nim tutaj). Jest to lekki podkład  o satynowym wykończeniu, który daje lekkie krycie i ładnie niweluje widoczność porów. Świetnie się sprawdził latem, a także jesienią i zimą, kiedy moja cera nie wymagała większego krycia, a jedynie wyrównani koloru i zmatowienia. Jesienią odkryłam kolejną nowość, czyli podkład Eveline Cosmetics Liquid Control HD (pisałam o nim tutaj). Podkład bardzo przypomina mojego ulubieńca z Catrice, ale jest od niego lżejszy dzięki czemu bardziej przyjazny na co dzień. Ma również ładne satynowe wykończenie, lekką konsystencję i dobre średnie krycie.

2. Korektory



Moim ulubionym korektorem rozświetlającym jest Loreal Lumi Magique, ma wygodny aplikator z pędzelkiem, lekką konsystencję, nie wysusza i nie obciąża skóry pod oczami daje lekkie krycie i nawilża skórę. Idealnie mi się sprawdził latem, kiedy używałam lżejszych kosmetyków. Gdy potrzebowałam mocniejszego krycia i zakrycia niedoskonałości, wtedy świetnie sprawdził się korektor Lorigine Magnificent Coverage Concealer. Mam go w kolorze 02, który był idealnym odcieniem dla mnie latem. Korektor ma fajną kremową konsystencję, o wysokim stopniu krycia, dzięki zawartości kryjących pigmentów mineralnych. Świetnie się sprawdza do zakrywania niedoskonałości, a także pod oczy. Jedyny minus to niewygodny i mało higieniczny słoiczek. Jesienią odkryłam kolejnego ulubieńca jakim jest korektor Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye. Jest on lekki ale dobrze kryjący, nie wchodzi w zmarszczki i nie ciemnieje na skórze, ma wygodny gąbkowy aplikator. Jedyny minus to kolor (mam odcień Light), który jest obecnie trochę za ciemny. Jednak ostatnio znalazłam na to sposób i łączę go z innym jasnym korektorem (choć pewnie latem ten kolor będzie idealny). 

3. Pudry sypkie i w kamieniu


Kolejny rok ulubionym pudrem sypkim, który idealnie stapia się ze skórą, pięknie ją wygładza i utrwala makijaż jest Loose Powder Translucent Provoke Dr Irena Eris. Puder jest bardzo miałki, świetnie zmielony do tego zawiera wyciąg z aloesu, który ma działanie pielęgnacyjne. Używam go głównie pod oczy, gdzie pięknie utrwala korektor, a jednocześnie nie wysusza mi tej okolicy (recenzja tutaj). Również świetnym pudrem i do tego niedrogim jest Wibo Banana Loose Powder, używam go głównie pod oczy bo jest bardzo lekki i półtransparentny, do tego jego żółty kolor świetnie poprawia kolorystykę cery i wspomaga działanie korektora. Do zmatowienia strefy T używam sypkiego pudru Lorigine Be Perfect HD Mineral Powder, który jest najlepszym matującym pudrem jaki miałam. Świetnie matuje na cały dzień, a jednocześnie nie daje efektu płaskiego matu na skórze. Jest biały ale jest niewidoczny na skórze i pięknie rozprasza światło dając efekt wygładzenia skóry.  Ulubionym pudrem w kamieniu jest Revlon Photoready zawiera mikroskopijne drobinki, które mają zapewnić skórze idealny wygląd w każdym oświetleniu i rzeczywiście tak się dzieje, do tego całkiem dobrze matowi skórę. Drobinki jakby delikatnie rozpraszają światło sprawiając, że puder nie daje płaskiego matu tylko naturalny wygląd zdrowej skóry. Puder wygląda bardzo naturalnie i lekko, a drobinki są na skórze niewidoczne, ale robią swoje. 


4. Bronzery i palety do konturowania


W minionym roku do brązowienia i konturowania najczęściej używałam czekoladek ;). Pierwsza to paletka I Heart Makeup Bronze and Glow. Zawiera ładny bronzer w odcieniu neutralnego jasnego brązu o matowym, aksamitnym wykończeniu. Tonacja jest doskonale wyważona, pozbawiona nadmiernej szarości, czy też pomarańczowych barw, dzięki czemu świetnie nadaje się do konturowania. Rozświetlacz jest perłowym, utrzymanym w ciepłej tonacji, złoto-szampańskim odcieniem. Druga to czekoladka z Wibo Milky Chocolate, również z ładnym matowym bronzerem, o odrobinę ciemniejszej i cieplejszej tonacji. Odkryciem końca roku jest Contouring Palette, My Secret.  Paletka zawiera bronzer w idealnym chłodnym kolorze, oraz jasny bardzo dobrze napigmentowany puder do rozjaśniania. 


5 . Róże do policzków


Poprzedni rok zdominował róż Dr Irena Eris, Provoke Rosette for Eye & Cheek. Róż ma bardzo ładny różowo-brzoskwiniowy kolor, o ładnym satynowym wykończeniu. Świetnie wygląda i latem i zimą, dobrze się rozciera nie robi plam, jest bardzo wydajny. Uzupełnieniem kolorystycznym do niego były dwa kolejne róże. Moje małe odkrycie, niedrogi i świetny róż firmy Verona, Miss Butterfly nr 5 Romantic. Ma on nieco chłodniejszy odcień lekko zgaszonego różu i satynowe wykończenie. Jesienią bardzo polubiłam się z różem w sztyfcie Eveline Cosmetics, Blush Full HD 16 H w kolorze 03, który ma odcień różu zmieszanego z brązem, bardzo ładny nude. Róż w sztyfcie mimo moich obaw okazał się bardzo prosty w nakładaniu i rozcieraniu. Jest to produkt bardzo wydajny, a na twarzy wygląda bardzo naturalnie, jest niewyczuwalny, nie klei się dobrze się łączy z podkładem.
Od lewej róże: Dr Irena Eris, Verona, Eveline Cosmetics

6. Rozświetlacze


Rozświetlacze to kosmetyki, do których jak każda sroka mam słabość, mam ich sporo w swoich zbiorach i co rok też przybywa kolejny ulubieniec. Tym razem będą to 3 rozświetlacze, które najczęściej używałam. Pierwszy, który jest ze mną już od wiosny i używałam go również całe lato, to Skin Kiss od Makeup Revolution w odcieniu Peach Kiss. Rozświetlacz najpierw zachwycił mnie niezwykle eleganckimi opakowaniem z lusterkiem. Potem okazało się ,że zawartość jest równie ciekawa. Wewnątrz kryje się idealnie napigmentowany, aksamitny rozświetlacz, w pięknej różowo-brzoskwiniowej tonacji. Rozświetlacz pięknie odbija światło i tworzy idealnie gładki efekt tafli bez brokatowych drobinek, do tego jest niedrogi a jego gramatura (aż 14 g) wystarczy na dobre kilka lat. Jesienią do ulubieńców dołączył kolejny z uwielbianych przeze mnie rozświetliwszy My Secret, Disco Ball, jest on w nieco chłodniejszej tonacji i również daje piękny mocny blask i śliczną taflę. Kolejnym odkryciem był pierwszy rozświetlacz z firmy Wet n Wild, Megaglo Highlighting Poweder, nr E321B Precious Petals. Rozświetlacz przyciągną mnie swoim pięknym wytłaczanym wzorem i niską ceną. Nie spodziewałam się, że okaże się tak dobry. Daje cudną szampańsko-złotą taflę bez brokatowych drobinek o dość mocnym blasku, który można stopniować. 

Od lewej rozświetlacze: Wet n Wild, Makeup Revolution, My Secret
7. Palety z cieniami do oczu


Poprzedni rok był owocny w odkryciu wielu nowych firm z paletami cieni do powiek. Największym moim odkryciem była firma Glam Shop i ich paletka  Glam Box Edycja II Strefa Komfortu, którą im dłużej używałam tym bardziej byłam nią zachwycona, mimo iż na początku nie byłam do niej przekonana (o paletce pisałam tutaj). Nadal  bardzo lubię palety Zoeva i końcówka roku należała do palety Zoeva Opulence. Paleta zawiera głółwnie błyszczące cienie, które są świetnie napigmentowane i stanowią uzupełnienie do moich innych palet.

Kolejną nową firmą w mojej kosmetyczce była firma The Balm i paleta The Balm Appetit. Paletka zachwyca swoim wyglądem jak również jakością i pigmentacją cieni. Są tu świetnie dobrane chłodne odcienie, oraz dla kontrastu jeden ciepły piękny rudawo-miedziany. Cienie świetnie się blendują i ze sobą łączą, nie osypują się a praca z nimi to prawdziwa przyjemność (pisałam o niej w ulubieńcach września tutaj). Paletką którą najczęściej używałam latem i zabierałam na wszystkie letnie wyjazdy była My Secret Natural Beauty, Magical Girl. Paletka ma piękne 3 kolory,  różowo-brzoskwiniowy odcień, pomarańczowe złoto oraz duochromową biel, która posiada w sobie liliowe i błękitne pigmenty. Wszystkie trzy cienie mają świetną pigmentację, są trwałe i nie osypują się przy aplikacji (wspominałam o niej w ulubieńcach maja i czerwca tutaj)


8. Cienie pojedyncze, pigmenty

Z pojedynczych cieni moimi ulubieńcami są cienie Glam Shadows i My Secret, Glam &Shine. Cienie te mają piękne kolory i świetną pigmentację i sądzę, że na tym moja kolekcja się nie skończy. O cieniach Glam&Shine pisałam w ostatnich ulubieńcach (tutaj).


O cieniach Glam Shadows pisałam tutaj, choć od tamtej pory doszły mi kolejne cienie, wszystkie przedstawiam poniżej.


Jeśli chodzi o pigmenty, to pod koniec roku doszły mi 3, które zrobiły niezłą konkurencję moim ulubionym pigmentom z Inglota i są to 2 pigmenty Glam Shadows Venus 0302 i Konfetti 0519. Venus to biały pigment opalizujący na złoto z lekką domieszką różu.  Konfetti to piękny pigment błyszczący milionami kolorów.  

Trzeci to pigment Kobo Professional nr 607 Ruby With Blue Sparks. Pigment ten to multichrom, mamy tutaj fuksję z niebieskimi drobinkami. Kolor w zależności od światła daje inny odcień,  istny kameleon.

Od lewej : Venus, Konfetti, Ruby With Blue Sparks.

9. Produkty do brwi



Głównym ulubieńcem jest Wibo, Eyebrow Pomade nr 1 Soft Brown, ma świetną konsystencję i ładny chłodny kolor. Można nią bardzo łatwo wyrysować brwi, a do tego jest w przystępnej cenie. Kolejny rok moim ulubieńcem jest Lovely, Brow Gel Creator, ma ładny odcień, nie jest za rzadki i dobrze utrwala włoski. Z kredek do brwi ulubioną  została Wibo 2 in 1 Eeybrow System, która z jednej strony ma wysuwaną kredkę nadającą kształt brwiom a z drugiej wypełniający puder w gąbeczce.

10. Tusz do rzęs



Moimi ulubionymi od lat tuszami są tusze marki Maybeline, w szcególności  Lash Sensational, w tym roku jest to wersja Locious With Oil Blend, oraz z innej serii The Falsies Push Up Drama. Oba mają silikonowe szczoteczki, które lubię najbardziej i świetnie wydłużają i pogrubiają rzęsy.

11. Pomadki do ust


Pomadki to kosmetyki, których mam najwięcej, ciężko wybrać tylko kilka które lubię najbardziej.  Głównie rządzą u mnie pomadki nude w odcieniach zgaszonego różu i z domieszką brązu. Postanowiłam podzielić je kategorie.

  • Pomadki matowe płynne

Ingrid Cosmetics Liquid Lipstick Matte  nr 102, lekka matowa pomadka w pięknym odcieniu zgaszonego różu, nie wysusza ust, trzyma się  kilka godzin.
Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick nr 02, również ma odcień zgaszonego różu choć nieco ciemniejszy. Pomadka ma formę przyjemnego musu, który nie wysusza ust, po zastygnięciu lekko ciemnieje. Jest długotrwała i mocno kryjąca i  świetnie się trzyma cały dzień ( bez jedzenia).
Lovely K-lips, Candy Shop, świetna matowa pomadka w duecie z konturówką. Kolor Candy Shop to mój kolejny ulubieniec z tej firmy, ładny odcień nude w cieplejszym odcieniu.

Od lewej: Ingrid, Lovely, Deborah
  • Pomadki w kredce
Golden Rose Matte Lipsick Crayon nr 13, to kolejna pomadka w kredce z tej firmy. Bardzo je lubię za ładne kolory, przyjemną konsystencję i wygodną aplikację. Kolor nr 13 to piękny nudziak.
Bell Perfect Lipstick nr 01, to piękna wykręcana  matowa pomadka w kredce. Dobrze się trzyma na ustach i ma również piękny, nieco chłodniejszy i bardziej zgaszony od poprzedniej odcień nude.

Od lewej: Bell, Golden Rose

  • Klasyczne pomadki 

Deborah Milano Rossetto Atomic Red Mat nr 17, to również matowa pomadka w odcieniu jesnego lekko chłodnego nude, bardzo przyjemna na ustach, nie wysusza ich.
Lovely Mousse Matte Lip Stick nr 3, matowa pomadka o lekkiej konsytencji, również w odcieniu nude, nieco cieplejszego.
Loreal Color Riche Matte nr 640 Erotique, matowa pomadka o bardzo lekkiej i niewyczuwalnej na ustach konsytetncji, w odcieniu trochę cieplejszego i ciemniejszego nude. 

Od lewej : Deborah, Lovely, Loreal.

Trochę się tych kosmetyków  nazbierało, choć starałam się wybrać tylko te produkty, które najczęściej i najchętniej używałam i nadal używam.

Dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z kolorówki z tamtego roku i czy któryś z moich ulubieńców sprawdził się też u Was. 

Pozdrawiam:)


PS. Zapraszam na mój Instagram tam na bieżąco pokazuję nowości kosmetyczne i nie tylko  @amaliowo_kolorowo





























wtorek, 6 grudnia 2016

ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA I LISTOPADA

Cześć!

Dziś przychodzę do Was z dawno niewidzianymi u mnie ulubieńcami miesiąca a właściwie dwóch miesięcy, bo będzie to podsumowanie ulubionych kosmetyków października i listopada. Tym razem będzie to sama kolorówka, bo tego u mnie ostatnio pojawiło się najwięcej. Są to kosmetyki, które używałam co najmniej miesiąc, więc już dobrze je poznałam,  do tego stosowałam najczęściej  i świetnie mi się sprawdziły. Jeśli jesteście więc ciekawi moich perełek z kolorówki z ostatnich dwóch miesięcy, to zapraszam dalej... :)



1. Zoeva Cocoa Blend

Paletki cieni Cocoa Blend od Zoevy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, w końcu to jeden z najpopularniejszych kosmetyków w blogosferze. Paletkę Cocoa Blend mam już ponad trzy miesiące, a że od dawna nie było u mnie ulubieńców, nie miała okazji się tu wcześniej znaleźć. Mimo, że przybyło mi przez ostatnie miesiące kilka palet, ta znajduje się wśród nich na pierwszym miejscu. Paleta zachwyca mnie kompozycją cieni, które nadal wpisują się w tegoroczne jesienne trendy. Wygląda  wspaniale w kontraście z niebieskim kolorem tęczówki (choć oczywiście nie tylko). Mamy cienie matowe i błyszczące, jasne i ciemne aż do czerni, w cieplejszej i chłodniejszej tonacji. Paletka jest bardzo uniwersalna i stwarza ogromne możliwości pod kątem różnorodności makijażu. 



2. My Secret Face illuminator Powder Sparling Beige  i Face'n'body, Bronzing Powder.

Niedawno marka My Secret wypuściła nowy  wypiekany puder  bronzujący i nowy odcień słynnego rozświetlacza Face illuminator Powder Sparling Beige. Oba produkty okazały się strzałem w dziesiątkę. 
Bronzer ma piękny chłodny odcień, nie jest za ciemny i nie za jasny, będzie idealny dla jasnej i lekko śniadej karnacji.  Nie jest całkiem matowy tylko satynowy dzięki czemu twarz wygląda zdrowiej i bardziej promiennie, ale nie zawiera w sobie żadnych drobinek. Nie możnaz nim przesadzić, gdyż jest to puder wypiekany i daje delikatny efekt, który można stopniować. Odkąd go kupiłam wyparł wszystkie matowe bronzery i to jego używam najczęściej. 
Rozświetlacz Sparling Beiget jest bardziej srebrzysty, chłodniejszy w porównaniu do Princess Dream. Delikatnie opalizuje na różowo. Jest idealny na sezon zimowy i dla jasnej karnacji.


3. Essence Camouflage 2w1

Jest to świetny i tani podkład, który łączy w sobie właściwości korektora i podkładu. Daje dobre krycie i matowe wykończenie bez efektu maski. Ma kremową przyjemną konsystencję, nie wysuszył i n ie podrażnił mi skóry, a używałam go ostatnio prawie codziennie ,więcej o nim pisłam tutaj.


4. Provoke Loose Powder Translucent

Na ostatnich promocjach -49% zakupiłam pierwszy raz kosmetyk marki Provoke puder sypki transparentny i jestem nim zachwycona. Puder jest bardzo drobno zmielony, świetnie matuje, nie ciemnieje i nie zapycha. Ma bardzo przyjemną konsystencję, nie jest za suchy, przez co lepiej przyczepia się do twarzy i dłużej matowi. Ma piękne eleganckie opakowanie z lusterkiem i dobrej jakości puszkiem, którym aplikuję produkt.  Jest to najlepszy drogeryjny puder jaki miałam i niedługo napiszę o nim dłuższą recenzję, bo zasługuje na uwagę. 


5.  Lovely K-Lips

Jest to świetny i niedrogi zestaw matowej płynnej pomadki i idealnie do niej dobranej konturówki do ust. Pomadka jest bardzo komfortowa i utrzymuje się na ustach ok 4 godz. sądzę że za tą cenę to świetna jakość. Mój ostatnio ulubiony kolor to Pink Poison, a więcej o tych zestawach i kolorach jakie posiadam  pisałam tutaj.


6. Wibo Strobing Make Up Shimmers Kit  i Wibo  Ecstasy

Paletka rozświetlaczy i róże to kolejne nowości jakie udało mi się nabyć na promocjach. Paletka jest bardzo elegancka z lusterkiem i zamknięciem na magnes. Zawiera cztery odcienie z czego dwa jasne odcienie są naprawdę ładne i pięknie wyglądają na policzku. Rozświetlacze dają piękną taflę bez drobinek i są dobrze napigmentowane, pozostałe dwa odcienie świetnie się sprawdzają jako ciecie do oczu. 
Róże Ecstasy też podbiły moje serce. Najczęściej w listopadzie używałam odcienia nr 2 o pięknym kolorze ciepłego brudnego różu , który  jest  matowy z lekkimi drobinkami.  Więcej o obu produktach i innych nowościach Wibo i Lovely pisałam tutaj. 


7. Rimmel Magnif'eyes  

Posiadam dwa kolory 004 Dark Side of Blue z niebieskim eyelinerem i grafitowym połyskującym cieniem oraz kolor 005 Pink&Purple Rain z różowym połyskującym cieniem i eyelinerem w kolorze ciemnego bordo-fioletu. Kredki są bardzo miękkie, niezwykle przyjemne w użytkowaniu. Oba produkty są świetnie napigmentowane, kolor utrzymuje się na powiece cały dzień, nie rozmazuje się i nie blaknie. Recenzję  o nich pisałam tutaj


8. Bell Wanted 

Są to świetne długotrwałe cienie w kremie podobne do Color Tattoo, mają bardzo dobrą pigmentację, świetnie kryją już po nałożeniu jednej warstwy. Mój ulubiony to  cień w kolorze No:03, który świetnie się sprawdza jako pomada do brwi, do tego ma idealny kolor nie za szary ani nie za ciepły. Jego kolor jest prawie identyczny jak  konturówka do brwi w żelu Inglot nr 12, więcej o tych cieniach pisałam tutaj.



To już wszyscy moi ulubieńcy w większości  drogeryjni i kupieni na promocjach:) 

Dajcie znać co sądzicie o tych kosmetykach i czy któryś z nich też jest Waszym ulubieńcem:).

Buziaki:)


piątek, 10 czerwca 2016

Bell, Moroccan Dream - matowe pomadki w płynie. Wszystkie 6 kolorów.

Witajcie!



Dzisiaj przychodzę do Was, z pierwszym wrażeniem, krótką recenzją na temat nowości do ust od marki Bell, czyli matowych pomadek w płynie Moroccan Dream. Pomadki kupiłam dokładnie tydzień temu w Biedronce, najpierw wzięłam cztery kolory, a potem dokupiłam dwa pozostałe. Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądają wszystkie kolory i co o nich sądzę po tygodniu używania, to zapraszam do dalszej części posta:)




Od lewej kolejno nr 01, 02, 03, 04, 05, 06.

Pomadki znajdują się w ładnym plastikowym opakowaniu z poręcznym aplikatorem ich cena to 8,99 zł. Kolory pomadek są idealne na lato, od delikatnego nude po żywe, jaskrawe kolory, które cudnie będą wyglądać to letniej opalenizny.  Na poniższym zdjęciu widać, że pomadki trochę błyszczą co jest oczywiście przyczyną grubszej warstwy, po wyschnięciu pojawia się całkowity mat.



Pomadki przez chwilę po nałożeniu lekko się kleją, jednak po wyschnięciu przestają się kleić i w ogóle ich nie czuć na ustach.  Co do trwałości to jestem bardzo zaskoczona, pomadki wytrzymują bez problemu ok. 4-5 godzin, jednak nie wytrzymują jedzenia (picie tak) później w miarę równomiernie schodzą z ust. Nie zauważyłam by mocno przesuszały usta, po tygodniu używania ich prawie codziennie nic mi się z ustami nie stało, jednak jeśli ktoś ma tendencję do przesuszania to jak każda matowa pomadka mogą przesuszyć. 



Pomadki są świetnie napigmentowane, wystarczy jedna warstwa by w pełni pokryć usta, do tego mają dość lekką przyjemną konsystencję i ładny delikatny zapach. W pierwszej kolejności kupiłam odcienie 01, 02, 03 i 06 i sądzę że tych będę używać najczęściej .

Odcień 01, to typowy nude, w dość ciepłej odsłonie. Bardzo lubię takie kolory lecz często okazuje się, że mi nie pasują. Ten jednak nie jest ani za jasny ani za brązowy, wpada lekko w brzoskwiniowe tony więc świetnie dopasował się do mojej jasnej karnacji. 
Odcień 02 to odcień delikatnego różu, bałam się czy nie będzie zbyt sztucznie wyglądał, ale wygląda świetnie, jest to trochę  taki nudo-róż dzięki czemu jest bardzo twarzowy i nie wygląda tandetnie.


Odcień 03, to chłodny przybrudzony róż, na ustach jest trochę ciemniejszy niż w opakowaniu. Dla osób z ciemną karnacją może pełnić rolę nudziaka, dla mnie jest trochę ciemniejszy, ale pasuje do dziennych makijaży


Odcień 04 to intensywna czerwień z chłodnymi  niebieskimi tonami. Najciemniejszy odcień z całej serii (bez konturówki trochę ciężko równo rozprowadzić ten odcień).


Odcień 05 to ciemny malinowy róż, chłodniejszy i trochę delikatniejszy niż kolor 04.



Odcień 06, to dość neonowy brzoskwiniowo-różowy kolor świetny na lato, podkreślający opaleniznę.


Pomadki pozytywnie mnie zaskoczyły, nie spodziewałam się takiej jakości za tak niską cenę. Porównując je do Wibo, które są w podobnej cenie, Bell są dużo bardziej  komfortowe na ustach, nie tworzą suchej skorupy i  nie kleją się. Porównując z Golden Rose (którą mam jedną też od tygodnia nr 03) też bym powiedziała, że są lżejsze na ustach i podobnie się utrzymują. Tak więc sądzę, że nowe pomadki Bell Moroccan Dream  są świetną konkurencją dla matowych pomadek Golden Rose i dużo lepsze od pomadek Wibo. Sądzę, że za tą cenę warto wypróbować chociaż jeden kolor, aby samemu się przekonać.

Dajcie znać, czy już macie te pomadki, co o nich sądzicie i jaki kolor Wam się najbardziej spodobał
.
Pozdrawiam:)


PS. Zapraszam na mój Instagram @amaliowo_kolorowo


piątek, 13 maja 2016

WOSK DO BRWI W KREDCE - WAX EYEBROW PENCIL, BELL.

Witajcie!


W ostatnich ulubieńcach, pokazywałam nowy produkt od Bell - Wosk do brwi w kredce - Wax Eyebrow Pencil, którym od jakiegoś czasu jestem zauroczona. Dziś przychodzę opowiedzieć o nim trochę więcej i pokazać dwa kolory jakie posiadam, a także porównać je z innymi znanymi produktami.  Jeśli jesteście ciekawi tego kosmetyku, to zapraszam:).


OPIS PRODUCENTA:

Doskonały produkt, by precyzyjnie zaznaczyć kształt brwi.Cienki sztyft pozwala dokładnie je skorygować i wymodelować. Woskowa formuła optycznie wypełnia ubytki. Delikatny odcień sprawia, że brwi są wyraźnie podkreślone, ale zachowują naturalny wygląd.
Cena ok. 10 zł.


MOJA OPINIA:

Produkt dostajemy w formie wykręcanej kredki. Sztyft jest dość cienki dzięki czemu łatwo można nim wyrysować nawet cienkie brwi. Pierwszy wosk jaki kupiłam to nr 02 Szatynka, potem skusiłam się jeszcze na jaśniejszy 01 Blondynka. Oba kolory są w chłodnej tonacji i świetnie mi pasują, a jestem naturalną ciemną szatynką, a farbowaną blondynką:)

1 Blondynka, 2 Szatynka.
Wosk tak jak obiecuje producent, podkreśla brwi, ale w naturalny sposób. Świetnie wypełnia puste miejsca, nie przerysowuje brwi. Będzie to idealny produkt dla osób, które dopiero zaczynają lub mają problem z podkreślaniem brwi, boją się przesadzić i wyglądać śmiesznie. Z tym kosmetykiem jest pewność, że nie zrobimy sobie krzywdy, nawet kolor 02 jest dość delikatny, choć daje mocniejszy efekt.


Od góry: 02 Szatynka, 01 Blondynka
Ja odkąd mam ten produkt, używam go prawie codziennie i w kąt poszła nawet pomada do brwi z Inglota, która jest świetna ale trzeba do niej większej wprawy, bo można z nią przesadzić. Wosk w kredce podkreśla brwi, a jednocześnie jest na nich prawie niewidoczny przez co brwi wyglądają bardzo naturalnie. Nawet po wyjechaniu za linię aby skorygować troszkę kształt, brwi wyglądają całkowicie naturalnie. Trwałość wosku jest bardzo dobra, nie rozmazuje się, nie znika, trzyma się cały dzień. Poniżej porównanie kolorów wosku do brwi 01 i 02 Bell do kredek z Catrice 020 Date With Ash-ton, 030 Brown-n-eyed Peas i Konturówki do brwi w żelu nr 12 z Inglota.
Od góry:  Inglot 12, Bell 01, Catrice 030, Catrice 020.
Od góry:  Inglot 12,  Bell 02, Catrice 030, Catrice 020.

Podsumowując, jest to bardzo wygodny i trwały produkt, o pięknych chłodnych odcieniach. Wosk spełnia to co obiecał producent: podkreślenie brwi, wypełnienie ubytków i naturalny wygląd. Świetnie się sprawdzi dla osób, które rano nie mają czasu, ale chcą szybko i sprawnie podkreślić brwi nie bojąc się przy tym, że przesadzą. Będzie też odpowiedni dla osób, które dopiero zaczynają z makijażem. Produkt może jedynie nie sprawdzić się u osób, które są fankami bardzo mocno wyrysowanych czy nawet przerysowanych brwi, dla pozostałych sprawdzi się świetnie. Kosmetyk jest dostępny w Biedronce w szafach Bell.


Dajcie znać czy macie może tę kredkę i jak u Was się sprawdza? Jakie inne kredki  do brwi polecacie?

Pozdrawiam:)

PS. Zapraszam na mój Instagram @amaliowo_kolorowo