Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoeva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoeva. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

ULUBIEŃCY ROKU 2017 - KOLORÓWKA

Cześć!

Dziś przychodzę do Was  z podsumowaniem minionego roku. Był to rok pełen ciekawych odkryć kosmetycznych, gdzie pojawiło się bardzo wiele nowości. Niestety blogowo, poprzedni rok  był mniej udany, z powodu remontu, przeprowadzki i  wynikającego z tego braku czasu pojawiło się mniej postów i nie o wszystkich kosmetykach godnych uwagi udało mi się napisać. Jednak postanowiłam nie przerywać prowadzenia bloga i pisać w miarę możliwości po prostu dla przyjemności. Zaczynamy dziś od ulubieńców kosmetyków do makijażu, bo one zdominowały poprzedni rok. Nadal też używam część kosmetyków, które pojawiły się w poprzednich ulubieńcach roku (tutaj), jednak podobnie jak rok temu zamierzam się głównie skupić  na  kosmetykach, które pokochałam  2017 roku. Zapraszam więc Was na przegląd ulubieńców roku z kolorówki i  ostrzegam nie będzie to krótki post, bo mam sporo do pokazania :)


1. Podkłady


Początek minionego roku zdominowały dwa podkłady, które znalazły się już w ulubienicach 2016 r., czyli Loreal True Match (pisałam o nim tutaj) i Catrice HD Liquid Coverage (pisałam o nim tutaj). Oba mają satynowe wykończenie i świetnie sprawdzają się do cery mieszanej, mają  dobre średnie krycie, które da się zbudować. Latem moim odkryciem był podkład Maybelline Fit Me! (pisałam o nim tutaj). Jest to lekki podkład  o satynowym wykończeniu, który daje lekkie krycie i ładnie niweluje widoczność porów. Świetnie się sprawdził latem, a także jesienią i zimą, kiedy moja cera nie wymagała większego krycia, a jedynie wyrównani koloru i zmatowienia. Jesienią odkryłam kolejną nowość, czyli podkład Eveline Cosmetics Liquid Control HD (pisałam o nim tutaj). Podkład bardzo przypomina mojego ulubieńca z Catrice, ale jest od niego lżejszy dzięki czemu bardziej przyjazny na co dzień. Ma również ładne satynowe wykończenie, lekką konsystencję i dobre średnie krycie.

2. Korektory



Moim ulubionym korektorem rozświetlającym jest Loreal Lumi Magique, ma wygodny aplikator z pędzelkiem, lekką konsystencję, nie wysusza i nie obciąża skóry pod oczami daje lekkie krycie i nawilża skórę. Idealnie mi się sprawdził latem, kiedy używałam lżejszych kosmetyków. Gdy potrzebowałam mocniejszego krycia i zakrycia niedoskonałości, wtedy świetnie sprawdził się korektor Lorigine Magnificent Coverage Concealer. Mam go w kolorze 02, który był idealnym odcieniem dla mnie latem. Korektor ma fajną kremową konsystencję, o wysokim stopniu krycia, dzięki zawartości kryjących pigmentów mineralnych. Świetnie się sprawdza do zakrywania niedoskonałości, a także pod oczy. Jedyny minus to niewygodny i mało higieniczny słoiczek. Jesienią odkryłam kolejnego ulubieńca jakim jest korektor Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye. Jest on lekki ale dobrze kryjący, nie wchodzi w zmarszczki i nie ciemnieje na skórze, ma wygodny gąbkowy aplikator. Jedyny minus to kolor (mam odcień Light), który jest obecnie trochę za ciemny. Jednak ostatnio znalazłam na to sposób i łączę go z innym jasnym korektorem (choć pewnie latem ten kolor będzie idealny). 

3. Pudry sypkie i w kamieniu


Kolejny rok ulubionym pudrem sypkim, który idealnie stapia się ze skórą, pięknie ją wygładza i utrwala makijaż jest Loose Powder Translucent Provoke Dr Irena Eris. Puder jest bardzo miałki, świetnie zmielony do tego zawiera wyciąg z aloesu, który ma działanie pielęgnacyjne. Używam go głównie pod oczy, gdzie pięknie utrwala korektor, a jednocześnie nie wysusza mi tej okolicy (recenzja tutaj). Również świetnym pudrem i do tego niedrogim jest Wibo Banana Loose Powder, używam go głównie pod oczy bo jest bardzo lekki i półtransparentny, do tego jego żółty kolor świetnie poprawia kolorystykę cery i wspomaga działanie korektora. Do zmatowienia strefy T używam sypkiego pudru Lorigine Be Perfect HD Mineral Powder, który jest najlepszym matującym pudrem jaki miałam. Świetnie matuje na cały dzień, a jednocześnie nie daje efektu płaskiego matu na skórze. Jest biały ale jest niewidoczny na skórze i pięknie rozprasza światło dając efekt wygładzenia skóry.  Ulubionym pudrem w kamieniu jest Revlon Photoready zawiera mikroskopijne drobinki, które mają zapewnić skórze idealny wygląd w każdym oświetleniu i rzeczywiście tak się dzieje, do tego całkiem dobrze matowi skórę. Drobinki jakby delikatnie rozpraszają światło sprawiając, że puder nie daje płaskiego matu tylko naturalny wygląd zdrowej skóry. Puder wygląda bardzo naturalnie i lekko, a drobinki są na skórze niewidoczne, ale robią swoje. 


4. Bronzery i palety do konturowania


W minionym roku do brązowienia i konturowania najczęściej używałam czekoladek ;). Pierwsza to paletka I Heart Makeup Bronze and Glow. Zawiera ładny bronzer w odcieniu neutralnego jasnego brązu o matowym, aksamitnym wykończeniu. Tonacja jest doskonale wyważona, pozbawiona nadmiernej szarości, czy też pomarańczowych barw, dzięki czemu świetnie nadaje się do konturowania. Rozświetlacz jest perłowym, utrzymanym w ciepłej tonacji, złoto-szampańskim odcieniem. Druga to czekoladka z Wibo Milky Chocolate, również z ładnym matowym bronzerem, o odrobinę ciemniejszej i cieplejszej tonacji. Odkryciem końca roku jest Contouring Palette, My Secret.  Paletka zawiera bronzer w idealnym chłodnym kolorze, oraz jasny bardzo dobrze napigmentowany puder do rozjaśniania. 


5 . Róże do policzków


Poprzedni rok zdominował róż Dr Irena Eris, Provoke Rosette for Eye & Cheek. Róż ma bardzo ładny różowo-brzoskwiniowy kolor, o ładnym satynowym wykończeniu. Świetnie wygląda i latem i zimą, dobrze się rozciera nie robi plam, jest bardzo wydajny. Uzupełnieniem kolorystycznym do niego były dwa kolejne róże. Moje małe odkrycie, niedrogi i świetny róż firmy Verona, Miss Butterfly nr 5 Romantic. Ma on nieco chłodniejszy odcień lekko zgaszonego różu i satynowe wykończenie. Jesienią bardzo polubiłam się z różem w sztyfcie Eveline Cosmetics, Blush Full HD 16 H w kolorze 03, który ma odcień różu zmieszanego z brązem, bardzo ładny nude. Róż w sztyfcie mimo moich obaw okazał się bardzo prosty w nakładaniu i rozcieraniu. Jest to produkt bardzo wydajny, a na twarzy wygląda bardzo naturalnie, jest niewyczuwalny, nie klei się dobrze się łączy z podkładem.
Od lewej róże: Dr Irena Eris, Verona, Eveline Cosmetics

6. Rozświetlacze


Rozświetlacze to kosmetyki, do których jak każda sroka mam słabość, mam ich sporo w swoich zbiorach i co rok też przybywa kolejny ulubieniec. Tym razem będą to 3 rozświetlacze, które najczęściej używałam. Pierwszy, który jest ze mną już od wiosny i używałam go również całe lato, to Skin Kiss od Makeup Revolution w odcieniu Peach Kiss. Rozświetlacz najpierw zachwycił mnie niezwykle eleganckimi opakowaniem z lusterkiem. Potem okazało się ,że zawartość jest równie ciekawa. Wewnątrz kryje się idealnie napigmentowany, aksamitny rozświetlacz, w pięknej różowo-brzoskwiniowej tonacji. Rozświetlacz pięknie odbija światło i tworzy idealnie gładki efekt tafli bez brokatowych drobinek, do tego jest niedrogi a jego gramatura (aż 14 g) wystarczy na dobre kilka lat. Jesienią do ulubieńców dołączył kolejny z uwielbianych przeze mnie rozświetliwszy My Secret, Disco Ball, jest on w nieco chłodniejszej tonacji i również daje piękny mocny blask i śliczną taflę. Kolejnym odkryciem był pierwszy rozświetlacz z firmy Wet n Wild, Megaglo Highlighting Poweder, nr E321B Precious Petals. Rozświetlacz przyciągną mnie swoim pięknym wytłaczanym wzorem i niską ceną. Nie spodziewałam się, że okaże się tak dobry. Daje cudną szampańsko-złotą taflę bez brokatowych drobinek o dość mocnym blasku, który można stopniować. 

Od lewej rozświetlacze: Wet n Wild, Makeup Revolution, My Secret
7. Palety z cieniami do oczu


Poprzedni rok był owocny w odkryciu wielu nowych firm z paletami cieni do powiek. Największym moim odkryciem była firma Glam Shop i ich paletka  Glam Box Edycja II Strefa Komfortu, którą im dłużej używałam tym bardziej byłam nią zachwycona, mimo iż na początku nie byłam do niej przekonana (o paletce pisałam tutaj). Nadal  bardzo lubię palety Zoeva i końcówka roku należała do palety Zoeva Opulence. Paleta zawiera głółwnie błyszczące cienie, które są świetnie napigmentowane i stanowią uzupełnienie do moich innych palet.

Kolejną nową firmą w mojej kosmetyczce była firma The Balm i paleta The Balm Appetit. Paletka zachwyca swoim wyglądem jak również jakością i pigmentacją cieni. Są tu świetnie dobrane chłodne odcienie, oraz dla kontrastu jeden ciepły piękny rudawo-miedziany. Cienie świetnie się blendują i ze sobą łączą, nie osypują się a praca z nimi to prawdziwa przyjemność (pisałam o niej w ulubieńcach września tutaj). Paletką którą najczęściej używałam latem i zabierałam na wszystkie letnie wyjazdy była My Secret Natural Beauty, Magical Girl. Paletka ma piękne 3 kolory,  różowo-brzoskwiniowy odcień, pomarańczowe złoto oraz duochromową biel, która posiada w sobie liliowe i błękitne pigmenty. Wszystkie trzy cienie mają świetną pigmentację, są trwałe i nie osypują się przy aplikacji (wspominałam o niej w ulubieńcach maja i czerwca tutaj). 


8. Cienie pojedyncze, pigmenty

Z pojedynczych cieni moimi ulubieńcami są cienie Glam Shadows i My Secret, Glam &Shine. Cienie te mają piękne kolory i świetną pigmentację i sądzę, że na tym moja kolekcja się nie skończy. O cieniach Glam&Shine pisałam w ostatnich ulubieńcach (tutaj).


O cieniach Glam Shadows pisałam tutaj, choć od tamtej pory doszły mi kolejne cienie, wszystkie przedstawiam poniżej.


Jeśli chodzi o pigmenty, to pod koniec roku doszły mi 3, które zrobiły niezłą konkurencję moim ulubionym pigmentom z Inglota i są to 2 pigmenty Glam Shadows Venus 0302 i Konfetti 0519. Venus to biały pigment opalizujący na złoto z lekką domieszką różu.  Konfetti to piękny pigment błyszczący milionami kolorów.  

Trzeci to pigment Kobo Professional nr 607 Ruby With Blue Sparks. Pigment ten to multichrom, mamy tutaj fuksję z niebieskimi drobinkami. Kolor w zależności od światła daje inny odcień,  istny kameleon.

Od lewej : Venus, Konfetti, Ruby With Blue Sparks.

9. Produkty do brwi



Głównym ulubieńcem jest Wibo, Eyebrow Pomade nr 1 Soft Brown, ma świetną konsystencję i ładny chłodny kolor. Można nią bardzo łatwo wyrysować brwi, a do tego jest w przystępnej cenie. Kolejny rok moim ulubieńcem jest Lovely, Brow Gel Creator, ma ładny odcień, nie jest za rzadki i dobrze utrwala włoski. Z kredek do brwi ulubioną  została Wibo 2 in 1 Eeybrow System, która z jednej strony ma wysuwaną kredkę nadającą kształt brwiom a z drugiej wypełniający puder w gąbeczce.

10. Tusz do rzęs



Moimi ulubionymi od lat tuszami są tusze marki Maybeline, w szcególności  Lash Sensational, w tym roku jest to wersja Locious With Oil Blend, oraz z innej serii The Falsies Push Up Drama. Oba mają silikonowe szczoteczki, które lubię najbardziej i świetnie wydłużają i pogrubiają rzęsy.

11. Pomadki do ust


Pomadki to kosmetyki, których mam najwięcej, ciężko wybrać tylko kilka które lubię najbardziej.  Głównie rządzą u mnie pomadki nude w odcieniach zgaszonego różu i z domieszką brązu. Postanowiłam podzielić je kategorie.

  • Pomadki matowe płynne

Ingrid Cosmetics Liquid Lipstick Matte  nr 102, lekka matowa pomadka w pięknym odcieniu zgaszonego różu, nie wysusza ust, trzyma się  kilka godzin.
Deborah Milano Fluid Velvet Mat Lipstick nr 02, również ma odcień zgaszonego różu choć nieco ciemniejszy. Pomadka ma formę przyjemnego musu, który nie wysusza ust, po zastygnięciu lekko ciemnieje. Jest długotrwała i mocno kryjąca i  świetnie się trzyma cały dzień ( bez jedzenia).
Lovely K-lips, Candy Shop, świetna matowa pomadka w duecie z konturówką. Kolor Candy Shop to mój kolejny ulubieniec z tej firmy, ładny odcień nude w cieplejszym odcieniu.

Od lewej: Ingrid, Lovely, Deborah
  • Pomadki w kredce
Golden Rose Matte Lipsick Crayon nr 13, to kolejna pomadka w kredce z tej firmy. Bardzo je lubię za ładne kolory, przyjemną konsystencję i wygodną aplikację. Kolor nr 13 to piękny nudziak.
Bell Perfect Lipstick nr 01, to piękna wykręcana  matowa pomadka w kredce. Dobrze się trzyma na ustach i ma również piękny, nieco chłodniejszy i bardziej zgaszony od poprzedniej odcień nude.

Od lewej: Bell, Golden Rose

  • Klasyczne pomadki 

Deborah Milano Rossetto Atomic Red Mat nr 17, to również matowa pomadka w odcieniu jesnego lekko chłodnego nude, bardzo przyjemna na ustach, nie wysusza ich.
Lovely Mousse Matte Lip Stick nr 3, matowa pomadka o lekkiej konsytencji, również w odcieniu nude, nieco cieplejszego.
Loreal Color Riche Matte nr 640 Erotique, matowa pomadka o bardzo lekkiej i niewyczuwalnej na ustach konsytetncji, w odcieniu trochę cieplejszego i ciemniejszego nude. 

Od lewej : Deborah, Lovely, Loreal.

Trochę się tych kosmetyków  nazbierało, choć starałam się wybrać tylko te produkty, które najczęściej i najchętniej używałam i nadal używam.

Dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z kolorówki z tamtego roku i czy któryś z moich ulubieńców sprawdził się też u Was. 

Pozdrawiam:)


PS. Zapraszam na mój Instagram tam na bieżąco pokazuję nowości kosmetyczne i nie tylko  @amaliowo_kolorowo





























piątek, 12 stycznia 2018

Ulubieńcy końca roku, czyli grudnia i listopada

Cześć!

Przychodzę do Was nieco spóźniona z ulubieńcami  grudnia i listopada. Wiem, że u wszystkich są już ulubieńcy roku, ale pomyślałam,  że  jednak  powinnam najpierw podsumować kosmetycznie te dwa ostatnie miesiące,  tym bardziej że były one miesiącami ciekawych odkryć wielu kosmetyków kolorowych. Część z nich również trafi do ulubieńców roku,  więc mam nadzieję, że Was trochę zainteresowałam i zapraszam do dalszej części posta :)



Podkład Eveline Cosmetics Liquid Control HD 

Podkład ten dostałam kilka miesięcy temu do testów i bardzo się cieszę,  bo ominęłam go na zakupach w  jesiennej promocji a okazał się jednym z lepszych podkładów jakie ostatnio testowałam. Podkład jest lekki,  ma ładne lekko matowe wykończenie a jego krycie można stopniować. Mogę już Wam zdradzić, że znajdzie się on również w ulubieńcach roku, więcej o nim możecie przeczytać tutaj.


Metallic Cream Eyeshadow, Eveline Cosmetic

Cienie te świetnie się wpisują w trendy metalicznego makijażu. Forma cieni w kremie daje wiele możliwości, można je używać solo jako delikatny akcent na oku, jako bazę i gdy chcemy mieć mocny metaliczny błysk na oku. Cienie mają piękne odcienie złota, które przyciągają spojrzenie są trwałe i nie stanowią żadnego problemu w ciągu dnia. Jest to fajna odmiana i odskocznia od tradycyjnych cieni i w ostatnich dwóch miesiącach często u mnie gościły na oku, więcej o nich przeczytacie tutaj. 

Metallic

Cienie Glam & Shine, My Secret

Cienie te podbiły moje serce świetną pigmentacją i nasyconymi kolorami. Mają piękny metaliczny blask i są w dotyku lekko mokre. Najlepiej je nakładać palcami, wtedy w pełni widać ich moc. Na bazie utrzymują się bez problemu cały dzień. Jest to świetna jakość za rozsądną cenę, do tego często można je dostać w promocji w Drogerii Natura. Jeśli jeszcze nie znacie tych cieni to polecam spróbować, ale ostrzegam jak spróbujecie to pewnie na jednym się nie skończy;)

Kolory od lewej: nr 16, nr 15, nr 14, nr 13.
Megaglo Highlighting Powder, Wet n Wild

Rozświetlacz przyciągną mnie swoim pięknym wytłaczanym wzorem i niską ceną na promocji. Nie spodziewałam się, że okaże się tak dobry. Na początku wydawał mi się trochę za ciemny na zimową porę, ale na twarzy wygląda pięknie. Daje cudną szampańsko-złotą taflę bez brokatowych drobinek o dość mocnym blasku, który można stopniować. Muszę przyznać, że ostatnio używam go non stop i  nawet  trochę w odstawkę poszły  moje  inne ukochane rozświetlacze.


Korektor Instant Anti-Age The Eraser Eye


O tym korektorze, słyszałam już od dawna i jak tylko stał się dostępny w Polsce zapragnęłam go kupić. Rzeczywiście jest świetny, lekki ale dobrze kryjący, nie wchodzi w zmarszczki i nie ciemnieje na skórze. Jedyny minus to kolor (mam odcień Light), który jest dość ciemny. Jenak ostatnio znalazłam na to sposób i łączę go z innym jasnym korektorem (więcej o tym na moim Insatgramie). 


Blush Full HD Creamy Blush Stick, Eveline Cosmetics


Róż w sztyfcie (kolor 03) ma bardzo przyjemną kremowo-pudrową konsystencję i ładny naturalny kolor zgaszonego różu z lekką domieszką brązu. Okazał się bardzo prosty w nakładaniu i rozcieraniu. Jest to produkt bardzo wydajny, gdyż wystarczy nanieść go odrobinę i lekko rozetrzeć. Na twarzy wygląda bardzo naturalnie, jest niewyczuwalny, nie klei się dobrze się łączy z podkładem. Tak polubiłam jego nakładanie, że często go używam (więcej o nim tutaj). 


Contouring Palette, My Secret

Mała i zgrabna paletka do konturowania w trochę niepozornym opakowaniu okazała się jedną z lepszych jakie miałam. Bronzer ma idealny kolor, chłodny ale nie za ziemisty. Dobrze się rozciera, nie robi plam, na skórze wygląda wszystko bardzo naturalnie.  Jasny puder podbił moje serce świetną pigmentacją. Czasem używam go również zamiast jasnego cienia pod łuk brwiowy. Paletka jest dowodem na to, że nie trzeba wydawać dużych pieniędzy by mieć świetny kosmetyk do konturowania. 


Paleta Totalny Mat,  GlamBox Edycja IV

To paleta 10 matowych pięknie skomponowanych cieni. Cienie mają świetną pigmentację, dobrze się nakładają i blendują. Jedyny minus, to to, że niektóre cienie są bardzo delikatne i bardzo mocno się pylą przy lekkim dotknięciu pędzla, ale kolory są tak cudne, że jestem skłonna im to wybaczyć;)


Dużym plusem palety jest to, że kolorystyka cieni jest zarówno ciepła jak i chłodna, co daje dożo możliwości pięknych makijaży.



Cienie sypkie  Glam Shadows i klej do cieni Glam Glue


W okresie świątecznym i sylwestrowym, na moich oczach królował blask. Wszystko dzięki dwóm pięknym pigmentom Glam Shadows Venus 0302 i Konfetti 0519. Venus to biały pigment opalizujący na złoto z lekką domieszką różu. Sprawdza się idealnie do rozświetlania wewnętrznych kącików oka, a także jako rozświetlacz w makijażu wieczorowym. Konfetti to piękny pigment błyszczący milionami kolorów, kolor ciężki do opisania. W zależności na jaki kolor, go położymy, możemy uzyskać za każdym razem inny efekt.  Baza/klej do cieni Glam Glue świetnie mi się sprawdziła, cienie trzymały się cały dzień (i noc) i nic się nie osypało.


Przykłady makijażu oka z użyciem pigmenty Konfetti


Zoeva Opulence

Na koniec mój  najnowszy grudniowy nabytek czyli paleta Zoeva. Jest ona przeciwieństwem Totalnego Matu, gdyż zawiera głównie błyszczące i metaliczne cienie. Paleta nie jest samodzielną paletą, bardziej stanowi uzupełnienie do innych palet. Cienie są świetnie dobrane, mają dobrą pigmentację, dobrze się nakładają i rozcierają. Bardzo lubię palety Zoeva i ta również swoją jakością mnie nie zawiodła, a do tego ma piękne opakowanie:)



I to już wszyscy ulubieńcy. 
Jak widać na koniec roku, królowała u mnie kolorówka.
 A Wy znacie produkty, które dziś pokazałam? Jeśli któryś używałyście to koniecznie dajcie znać jak się sprawdził ;) A już niedługo będą ulubieńcy roku, więc zapraszam do zaglądania do mnie częściej.









piątek, 11 sierpnia 2017

PALETKA LIMITOWANA GLAM BOX EDYCJA II STREFA KOMFORTU i pojedyńcze cienie GLAM SHADOWS - recenzja

Witajcie!


Dziś zapraszam Was na recenzję limitowanej paletki cieni Glam Box Edycja II Strefa Komfortu i trzech pojedynczych cieni  Glam Shadows. Paletkę i pojedyncze cienie kupiłam ponad 4 miesiące  temu będąc na targach Beaty Forum. Są to moje pierwsze kosmetyki z tej polskiej firmy stworzonej przez znaną Youtubrekę Hanię Digitalgirl. Długo czekałam z recenzją tej paletki, gdyż moja opinia co do niej zmieniała się kilka razy. Najpierw paletka zachwyciła mnie doborem zestawionych kolorów, potem był moment rozczarowania i dopiero teraz mam w pełni wyrobioną opinię na jej temat. Jeśli jesteście ciekawi tej opinii oraz mojego porównania  palety Strefa Komfortu do Zoeva Cocoa Blend to zapraszam do dalszej części posta. 



Pojedyńcze cienie Glam Shadows


Wybór cieni w Glam-Shopie jest ogromny i ciągle ich przybywa, ciężko było zdecydować się tylko na 3. Sądzę jednak, że moja kolekcja z czasem się powiększy:). Wybrałam kolory: 

Czekoladowa Róża - cień brązowo-różowy, metaliczny 
Miodowy - kolor miodowego brązu 
Świecąca Morela - intensywny odcień pomarańczowo-różowy 

Bardzo podobają mi się polskie nazwy, które są zabawne i często idealnie pasują do danego koloru. 













Wszystkie trzy kory są świetnie napigmentowane, dobrze się blendują i utrzymują cały dzień na powiekach. Kolory są bardzo oryginalne i dość niepowtarzalne. Ja osobiście nie mam takich w swoich zbiorach:)

Od lewej : Miodowy, Świecąca morela, Czekoladowa róża

Paleta Glam Box Edycja II Strefa Komfortu



Paleta jest wykonana z dobrej jakości białego sztywnego kartoniku, który jest bardzo wygodny do czyszczenia, gdyż ma gładką śliską powierzchnię. W środku zawartych jest 10 cieni do powiek, w tym 5 matów i 5 błyszczących w tym 2 beztalkowe. Cienie są większej gramatury (1,8 g) niż cienie Zoeva (1,5 g), sama paletka również jest nieco większa .


Kolorystyka tej paletki od razu mnie uwiodła. Mamy tutaj zarówno cienie chłodne, jak i ciepłe. Cały górny rząd jest w ciepłej tonacji, cały dolny w chłodnej. Mamy tutaj komplet cieni  idealny do  stworzenia  dziennego makijażu jak i wieczorowego.


Vanilia - matowy jasny beż z domieszką żółtych odcieni, w ciepłej tonacji
Karmelek - błyszczący średni brąz w ciepłej tonacji
Kandyzowana Pomarańcza (beztalkowy) intensywny pomarańcz o foliowej konsystencji
Żurawina (beztalkowy) wpadający w czerwoień cień o foliowej konsystencji
Wiśnie w czekoladzie - matowy bordowy cień
Gorzka Herbata - matowy chłodny brąz
Szare Rodzynki - matowy chłodny róż z domieszką szarości
Lajkra - lekko połyskujący beżowo-różowo-brązowy cień
Kakaowe Truskawki - ciepły brąz z domieszką czerwieni ze złotymi drobinkami
Błyszczyk - różowo-szampański cień, w chłodnej tonacji


Górny rząd:


Dolny rząd:



Na początku moją uwagę najbardziej przyciągnęły cienie błyszczące z górnego rzędu jednak gdy zaczęłam  używać palety najbardziej  pokochałam cienie z dolnego rzędu, które mają ciekawe wykończenia i chłodne kolory. Małe rozczarowanie przeżyłam cieniami beztalkowymi, które na początku wydawały mi się średnio napigmentowane i ciężko było mi uzyskać na powiece intensywny efekt. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć porównanie swatchy na ręku po jednym przeciągnięciu palcem dwóch cieni Zoeva Cocoa Blend do Glam Box Strefa Komfortu.

Od lewej Zoeva cień Pure Canache i Glam Box cień Kandyzowana Pomarańcza
Po lewej Zoeva cień Warm Notes i Glam Box Żurawina
Jak widać na zdjęciach na sucho te cienie nie robią takiego wrażenia jak Zoeva, trzeba się z nimi nauczyć pracować, a najlepiej używać ich na mokro. Wtedy stają się bardzo intensywne i można zrobić nimi piękny makijaż wieczorowy.
Jeśli zaś chodzi o matowe cienie tu jakość i pigmentacja jest bardzo podoba, a także łatwość ich rozcierania.

Po prawej dwa cienie Zoeva: Substitute For Love, Freshly Toasted . Po lewej dwa cieni Glam Box: Wiśnie w czekoladzie, Szare Rodzynki.
Małym minusem jest też fakt, że brakuje mi w tej palecie jednego ciemniejszego brązu, którym mogłaby podkreślić zewnętrzny kącik. Tutaj wszystkie cienie są jakby stonowane lekko przygaszone.

Podsumowując, mimo początkowego lekkiego rozczarowania paletą nie żałuję  jej zakupu. Cienie są bardzo dobrej jakości, nie osypują się i trzymają cały dzień. Kolory cieni są ze sobą idealnie zestawione i dobrze ze sobą współgrają. Podoba mi się również różnorodność wykończenia cieni, są tu cienie matowe, lekko satynowe, z drobinkami i foliowe. Trzeba jednak mieć na uwadze, że są to cienie stworzone jak jest napisane na opakowaniu "na codzienne makijażowe potrzeby", bo właśnie ta paleta idealnie sprawuje się do codziennych delikatnych makijaży. Mamy tu też oczywiście mocniejsze akcenty, ale to jest jakby dodatek a nie główny atut tej palety. Brakuje mi w tej palecie mocniejszego ciemnego brązowego cienia, który sprawiłby, że makijaż stałby się bardziej wyrazisty. Błyszczące cienie beztalkowe wymagają zaś więcej pracy, aby były bardziej intensywne, co przy codziennym szybkim makijażu jest lekkim minusem. Dużym plusem tej palety jest to, że zawiera cienie o chłodnej i ciepłej tonacji co czyni ją bardzo ciekawą wśród wielu bardzo ciepłych palet na rynku. Jeśli szukacie takiej właśnie kolorystki z pięknie dobranymi cieniami w spokojnej tonacji, którą bez trudu zrobicie makijaż na co dzień, to polecam:) 

Gdybym jednak miała wybrać pomiędzy paletą Strefa Komfortu a Zoeva Cocoa Blend, to mimo wszystko wybrałabym tą drugą. Jednak cieszę się, że mam obie i nie muszę wybierać:)

Co do  pojedynczych cieni, to tu nie mam żadnych zastrzeżeń, cienie są genialne a kolory nietuzinkowe. Spokojnie mogą konkurować z wieloma innymi i droższymi cieniami.

Makijaż dzienny oka paletą Strefa Komfortu


Dajcie znać co sądzicie o tej palecie i cieniach? Jakie inne kolory cieni Glam Shadows polecacie.