Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porównanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2020

Wibo Under Eye Hydrating Setting Powder - recenzja pudru pod oczy.

Cześć,

Wracam po dłuższej przerwie z krótką recenzją pudru pod oczy Wibo Under Eye Hydrating Setting Powder. Porównam go do mojego obecnie ulubionego pudru pod oczy Kobo Under Eye Brightening Powder. Jeśli jesteście ciekawi tego porównania, oraz jak mi się sprawdził i czy warto go kupić, to zapraszam:).

puder pod oczy

OPIS PRODUKTU:

Nawilżający sypki puder pod oczy. Dzięki zawartości kolagenu posiada właściwości uelastyczniające szczególnie wrażliwe okolice pod oczami, gdzie skóra podatna jest na ważenie i rolowanie się produktów. Lekka formuła pozostawia skórę wygładzoną, dając tym samym wrażenie wypoczętej cery. Uniwersalna kolorystyka natomiast dopasowuje się do każdej karnacji.

(Źródło: https://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,326949,wibo-under-eye-hydrating-setting-powder.html)

puder pod oczy

MOJA OPINIA:

Bardzo lubię puder Wibo Mood Loose Powder, które ma takie same  kwadratowe tylko  nieco większe opakowanie, dlatego zdecydowałam się również na kupno podobnego pudru dedykowanego pod oczy. Puder ma pojemność 5,5 g i kosztuje w cenie regularnej ok 24 zł.  Nie mam problemu ze zbyt mocno widoczną doliną łez, czy workami, ale z racji wieku (ok. 40 lat) szukam pudru, który nie wysuszy mi delikatnej skóry pod okiem i nie podkreśli zmarszczek. Do tej pory używałam pudru pod oczy Kobo Under Eye Brightening Powder, więc będę starała się go porównać właśnie do niego. 

puder pod oczy, Kobo

Puder Wibo ma swoje plusy i minusy, dlatego długo zastanawiałam się co o nim sądzę. Plusem jest na pewno to, że pięknie rozjaśnia i jakby rozświetla skórę dzięki czemu wygląda ona na bardziej wypoczętą. Do tego producent obiecuje, że jest nawilżający i rzeczywiście coś w tym jest, bo nie wysusza skóry. Jednak trzeba z nim uważać i nakładać go bardzo delikatnie, bo niestety przy większej ilości staje się on bardzo mocno widoczny, bardzo bieli, osadza się na skórze, a zamiast wygładzać podkreśla każdą nierówność. Na zdjęciu poniżej starałam się uchwycić problem i chyba to trochę widać. 


Oba pudry nałożyłam na podkład w większej ilości i puder z Kobo pięknie się wtopił w skórę i ją wygładził, a puder z Wibo osiadł i podkreślił fakturę skóry.

puder pod oczy, Puder pod oczy

Podsumowując, nie jest to najgorszy puder i na pewno może się sprawdzić młodym osobom o jasnej karnacji jeśli będą nakładać go delikatnie. Jednak nie sprawdzi się dla osób z większymi nierównościami, czy zmarszczkami. Puder ten postaram się zużyć, szczególnie do ciemniejszych korektorów, bo ładnie je rozjaśnia. Mimo swoich właściwości nawilżających  nie zostanie moim ulubieńcem i nie kupię go ponownie. Jak dla mnie lepiej  wygląda na skórze i wygładza  puder z Kobo i nadal jest moim faworytem:).

Dajcie znać czy macie i lubicie ten puder:)



środa, 27 listopada 2019

Paleta KWITNĄCA WIŚNIA by DIM Agnieszka Janoszka x GLAM SHOP - recenzja

Cześć, 

Bohaterką dzisiejszego wpisu jest paleta Kwitnąca Wiśnia by DiM Agnieszka Janoszka we współpracy z Glam-Shop. Jak już pewnie wiecie, jest to jedna z dwóch palet wypuszczonych przez Glam-Shop we współpracy z youtuberkami. Paleta Kwitnąca Wiśnia wyprzedała się błyskawicznie, jednak lada dzień ma powrócić do sklepu, więc jeśli się nad nią zastanawiacie to zapraszam do dalszej części :).

Agnieszka Janoszka

Paleta standardowo jak inne z Glam-shop zawiera 10 cieni o gramaturze 1,8 g każdy. Wśród nich znajdują się dwa turbo pigmenty, koszt palety to 119 zł. Paleta ma kartonowe, lekkie opakowanie, które zdobi przepiękny malunek, do którego Agnieszka Janoszka wykupiła prawa autorskie, aby moc go umieścić na palecie. Paleta jest cruelty free czyli nie jest testowana na zwierzętach, a także nie zawiera żadnych składników odzwierzęcych.

Glam Shop

KOLORY CIENI:

Agnieszka opowiadała w swoim filmie na YouTube, że chciała stworzyć paletę, w której zamknie wszystkie ulubione kolory i jak widać to się udało. Ta paleta naprawdę mi się z nią kojarzy:).

GlamShop

Glam Shop, swatche

Poniżej znajdziecie opis wszystkich kolorów.

  • ŚNIEŻNY PŁATEK - matowy, idealny, delikatnie żółty jasny beż.  Świetny pod łuk brwiowy, a także do czyszczenia granic makijażu.
  • RUMIENIEC WIOSNY - matowy brzoskwiniowo-łososiowy kolor. Fajny jako kolor przejściowy w delikatnych makijażach. Ładnie też wygląda na całej powiece.
  • KWITNĄCY RÓŻ - matowy przybrudzony róż, piękny kolor, jeden z moich ulubionych. 
  • POŚRÓD LAMPIONÓW - turbo pigment. Kolor mieniący się różowymi i srebrnymi drobinkami na brzoskwiniowej bazie. Świetny do akcentu w wewnętrznych kącikach.
  • DELIKATNOŚĆ NATURY - błyszczący, metaliczny cień. Mój ulubiony, najbardziej uniwersalny  kolor cielisto-różowo-złoty, świetny na całą powiekę i np do makijaży ślubnych.
  • WODNE ODBICIE - turbo pigment, ciemniejszy różowo-złoty. 
  • ZWINIĘTY PĄK - średni matowy lekko chłodny brąz. Świetny kolor transferowy.
  • KORA WIŚNIOWA - Ciemny, chłodny brązowy mat z nutką fioletu. Idealny do przyciemniania zewnętrznego kącika.
  • PIEŃ W SŁOŃCU - metaliczny chłodny, brązowy cień z lekką nutką różu. Idealny na całą powiekę do dziennych makijaży. Trochę mniej błyszczący niż Delikatność Natury.  
  • NIESIONY WIATREM - metaliczny chłodny fiolet na ciemniejszej bazie. 

swatche


Porównanie turbo pigmentów do  nieco podobnych (ale jednak innych) z kolekcji Glam Shopu:
Po prawej Wodne Odbicie , po lewej Różowy Sorbet.
Po prawej Pośród Lampionów, po lewej Top Nude.

Podsumowując, cienie są naprawdę świetnej jakości. Maty zaskakują świetnym pigmentem i miękkością, a błyszczące cienie cudnym wielowymiarowym rozświetleniem. Cienie przyjemnie i łatwo się blendują i można nimi budować stopień krycia. Paleta jest bardzo użytkowa, większość cieni spokojnie można użyć do dziennego makijażu, a dwa turbo pigmenty sprawiają, że możemy spokojnie nią zrobić makijaż wieczorowy lub dodać ciekawego akcentu w makijażu dziennym.
Przykładowe makijaże wykonane paletą Kwitnąca Wiśnia

Paleta zawiera kolory chłodne i neutralne i sądzę, że taka kolorystyka większości będzie pasować. Jedne do czego mogłabym się przyczepić, to to, że brakuje mi tu jednego cieplejszego cienia, którym bym mogła odrobinę ocieplić makijaż. Jedyny ciemny  brąz jest bardzo chłodny, wpadający w fiolet co mocno ochładza makijaże. Jestem posiadaczką dość jasnych niebieskich oczu i aby podkreślić tęczówkę lubię dodać cieplejszy akcent w makijażu. Jednak to są tylko moje prywatne preferencje i nie wpływają na świetną ocenę palety. Myślę, że ta kolorystyka szczególnie będzie pasować zielonym i brązowym oczom. Mam też drugą paletę Retro we współpracy z Karoliną Zientek i obie palety się świetnie uzupełniają (o palecie Retro będzie kolejny post).

Także jeśli szukacie neutralno-chłodnej palety, w której  wykorzystacie w makijażu wszystkie cienie to mogę spokojnie Wam tą paletę polecić. 

Dajcie znać co sądzicie o palecie, czy już ją macie, a może planujecie zakup :).




niedziela, 10 czerwca 2018

KOREAŃSKIE KREMY BB: SKIN79 SUPER+ BEBLESH BALM ORANGE, DRY MONKEY i MISSHA M PERFECT COVER - recenzja i porównanie. Który idealny na lato?

Cześć!

Dziś chciałabym Wam przedstawić i porównać moje trzy koreańskie kremy BB. Kremy BB mimo iż wywodzą się z Europy to swoją popularność zawdzięczają azjatyckiemu przemysłowi kosmetycznemu. Koreańskie kremy BB znane są z tego, że posiadają wysokie filtry UV i mają sporo składników pielęgnacyjnych i nawilżających skórę. Warto więc po nie sięgnąć latem. Który z moich kremów najlepiej mi się sprawdził teraz w upalne dni, jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do dalszej części:).

SKIN79, SUPER+  BEBLESH BALM  SPF 50+ PA+++ORANGE

OPIS PRODUCENTA:
Europejki pokochały ORANGE za kolor, który jest najbardziej zbliżony do europejskich podkładów drogeryjnych, jednocześnie zachowując wszelkie właściwości azjatyckiego kosmetyku typu BB cream. Lekka formuła oraz żółte tony nadają skórze jednolity odcień, staje się gładka, świeża i promienna. Krem posiada kompleks regulujący pracę gruczołów łojowych, jest więc idealną propozycją na lato. Pomaga zachować zdrowy wygląd skóry, ponadto posiada wysoki filtr przeciwsłoneczny SPF50+PA+++ Wysoka zawartość naturalnych olejów utrzymuje skórę jędrną i nawilżoną, ekstrakty roślinne mają działanie przeciwzmarszczkowe. Fitosfingozyna wzmacnia barierę ochronną naskórka i działa kojąco na niedoskonałości, również przeciwdziała powstawaniu nowych wyprysków czy zaskórników. Ceramidy uzupełniają barierę lipidową dzięki czemu wzrasta wilgotność w skórze.

Cena  ok 20 zł/7 g., ok 100zł/40 g.

Skład INCI: Water, Titanium Dioxide (Cl 77891), Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Cyclohexasiloxane, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide (Cl 77947), Dicaprylyl Carbonate, Cetyl Peg/PPG-10/1 Dimethicone, Arbutin, Sodium Chloride, Methl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin, Portulaca Oleracea Extract, Centella Asiatica Extract, Saussurea Involucrata Extract, Morus Alba Bark Extract, Vitex Agnus Castus Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Hordeum Vulgare Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cornus Officinalis Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) roqt Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Pinus Sklvestris Cone Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Cirtus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Equisetum Arvense Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Caviar Extract Thermus Thermophillus Ferment, Humulus Lupulus (Hops) Extract, Glycine Soja (Soybean) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosemarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Bean Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Sorbitan Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone, Cetyl Dimethicone, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid Trihydroxystearin, Triethoxycaprylylsilane, Isopropyl Myristate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Corsspolymer, Butylene Glycol, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Cosspolymer, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Tatraisopalmitate, Propylene Glycol, Alcohol, Ceramide 3, Caprylic/Carpic Triglyceride, Dehydroacetic Acid, Squalane, Ascorbic Acid Polypeptide, Ubiquinone, Trehalose, Hydrogenated Lecithin, Hydrolyzed Collagen, Ethylhexyl Palmitate, Tribehenin, Palmitoyl Oligopeptide, Phytosphinegosine, Lecithin, Retinol, Linoleic Acid, Cyclodextrin, Tocopherol, Adenosine, Disodium Edta, Methlparaben, Chlorphenesin, Propylparaben, Fragrance (Parfum), Iron Oxides (Cl77492), Iron Oxides (Cl77491), Iron Oxides (Cl 77499). 



MOJA OPINIA:

Krem BB kupiłam w wersji miniaturowej (7g.) dla wypróbowania. Ma on ładny jasny żółty odcień, który  będzie odpowiedni dla większości Polek. Krem ten ma ładny ale dość intensywny ziołowy zapach,  bardzo gęstą konsystencję i daje półmatowe wykończenie. Mimo gęstej konsystencji dobrze się rozprowadza na skórze zarówno palcami jak i gąbeczką typu beautyblender. Trzeba  uważać, aby z nim nie przesadzić, bo wtedy może wyglądać dość ciężko na skórze.  Ma dobre średnie krycie, jednak większe niedoskonałości trzeba przykryć korektorem. Cera po jego użyciu jest gładka  i nawilżona, a jednocześnie długo utrzymuje mat. Krem BB po przypudrowaniu bardzo dobrze się utrzymuje cały dzień, choć w cieplejsze dni muszę go ponownie przypudrować w ciągu dnia.



SKIN 79 DRY MONKEY BB CREAM

OPIS PRODUCENTA:

Animal BB Cream to inteligentne połączenie podkładu, kremu pielęgnacyjnego i filtra UV, który zaspokaja potrzeby każdego typu skóry. Zapewnia doskonałe krycie, ukojenie, wygładzenie i nawilżenie. Dry Monkey to lekki krem w kolorze beżu z różowym podtonem. Zawiera wyciąg z banana, bogate źródło witamin z grupy B, beta-karotenu (prowitaminy A), witaminy E, C, i PP. Wykazuje właściwości odżywcze, zmiękczające, przyśpiesza gojenie ran i podrażnień. Kwas hialuronowy nawilżania, ujędrniania i napinania skórę.

Cena ok 49 zł /30 ml (gdy ja go kupowałam kosztował 35 zł)


Skład INCI: Water, Titanium Dioxide (CI77891), Ethylhexyl Methoxycinnamate, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide (CI77947), Ethylhexyl Salicylate, Cyclopentasiloxane, Dipropylene Glycol, Hydrogenated Polyisobutene, Cyclohexasiloxane, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Glycerin, Niacinamide, Pentylene Glycol, Synthetic Fluorphlogopite, Iron Oxides (CI77492), Dicaprylyl Carbonate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Sorbitan Isostearate, Magnesium Sulfate, Phenoxyethanol, Aluminum Hydroxide, Hexyl Laurate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Trihydroxystearin, Mica (CI77019), Stearic Acid, Triethoxycaprylylsilane, Tribehenin, Iron Oxides (CI77491), Iron Oxides (CI77499), Dimethicone, Parfum, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Dimethicone Crosspolymer, Adenosine, Hydrogenated Castor Oil Isostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Hyaluronate, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Garcinia Mangostana Peel Extract, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Morinda Citrifolia Extract, Musa Sapientum (Banana) Fruit Extract, Nephelium Lappaceum Branch/Fruit/Leaf Extract, Psidium Guajava Fruit Extract




MOJA OPINIA:
Krem ma przyjemny delikatny kwiatowy zapach oraz ładny kolor w odcieniu beżu. Nie zauważyłam w tym kolorze na szczęście różowych podtonów o których wspomina opis produktu. Jednak jest odrobinę ciemniejszy i chłodniejszy od kremu BB Orange, ale różnica po nałożeniu i rozsmarowaniu jest praktycznie niewidoczna na twarzy. Dry Monkey ma podobnie do kremu BB Orange gęstą konsystencję, średnie krycie, a także lekko matowe wykończenie, choć odrobinę bardziej świetliste niż poprzednik. Ładnie się wtapia w skórę i trzyma się dobrze cały dzień, choć muszę go w ciągu dnia ponownie przypudrować.

MISSHA M PERFECT COVER BB CREAM SPF 42/PA+++, NO. 21

OPIS PRODUCENTA:

Missha M Perfect Cover zapewnia naturalne i równomierne krycie, posiada właściwości łagodzące i nawilżające. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, rozjaśniające oraz chroni skórę przed promieniowaniem UV. Odpowiedni dla każdego rodzaju skóry, może być stosowany jako baza lub podkład.

Cena ok 30 zł/20 ml, ok 60 zł/ 50 ml.

Skład INCI: Water (Aqua), Cyclopentasiloxane, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Cetyl PEF/PPG-10/1 Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Dimethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Butylene Glycol, PEG-10 Dimethicone, Arbutin, Magnesium Aluminium Silicate, Stearalkonium Hectorite, Hydrolysed Collagen, Rosa Rubiginosa Seed Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Squalane, Caviar Extract, Adenosine, Algae Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Fagus Sylvatica Bud Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Ceramide 3, Chamomila Recutita (Matricaria) Flower Extract, Fragrance (Parfum), Triethanolamine, Methylparaben, Propylparaben, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellal, Alpha-Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Citronellol. MAY CONTAIN [+/-; Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)



MOJA OPINIA:

Krem kupiłam w mniejszej pojemności 20 ml w odcieniu 21 Light Beige, który wybrałam w ciemno na podstawie zdjęć w necie. Niestety ten kolor nie jest trafiony, jest to jasny zimny beż wpadający w siny, "trupi" kolor. Produkt testowałam w okresie końca zimy i wczesnej wiosny. Wtedy moja cera była mocno przesuszona i krem ten idealnie wpasował się w jej potrzeby. Krem świetnie nawilża skórę, dobrze kryje i nie podkreśla suchych skórek. Ma dość gęstą konsystencję, świetliste mokre wykończenie i pięknie wtapia się w skórę. Najlepiej nakładać go palcami jak tak jak zwykły krem. W temperaturach jakie w tym okresie panowały krem po przypudrowaniu, spisywał się całkiem nieźle i wytrzymywał na skórze cały dzień (z 1 lub 2 poprawkami w ciągu dnia). Jednak wiosną kiedy było już nieco cieplej zauważyłam, że radzi sobie nieco gorzej, po 2-3 godzinach zaczynał się ważyć i wymagał częstszych poprawek. Tym bardziej krem ten na mojej mieszanej cerze nie sprawdził się teraz w upalne dni, jak również kolor, który gdy już jestem nieco opalona w ogóle się nie nadaje.


Porównanie kolorów trzech kremów BB:


Podsumowując, kremy Skin79 Super+ Beblesh Balm i Dry Monkey, są do siebie bardzo podobne. Oba świetnie się sprawdzą na lato,  mają tak samo mocny filtry przeciwsłoneczny, zapewniający skórze ochronę na poziomie SPF 50+, a dodatkowo wskaźnik PA+++, który oznacza najwyższą ochronę przed promieniowaniem UVA. Kremy mają także podobnąy kolor, konsystencję i krycie. Bardzo dobrze się utrzymują na mojej mieszanej cerze, nie ciastkują się, nie ciemnieją, dobrze się łączą z innymi produktami i nie zapychają skóry. Odrobinę bardziej żółty kolor i lepiej utrzymujący mat ma krem BB Orange. Jednak porównując je cenowo,  to starcie wygrywa Dry Monkey, który niewiele się różni właściwościami, a jest sporo tańszy. Jedyny minus to taki, że gdy mocniej się opalę oba kremy kolorystyczne będą dla mnie nieco za jasne. Jeśli chodzi o krem Missha M Perfect Cover, to również ma dobry filtr na poziomie SPF 42 i tak samo wysoki wskaźnik PA+++. Jest to dobra propozycja dla osób z cerą suchą (tylko na lato polecam wybrać inny kolor niż mój). U mnie w cieplejsze dni on się nie sprawdził. Jednak na pewno do niego wrócę jesienią i zimą, gdyż kiedy moja cera była mocno przesuszona był on jedynym kosmetykiem, który na niej dobrze wyglądał.



Dajcie znać, który z tych kremów BB jest Waszym ulubionym i jakie inne koreańskie  lub japońskie kremy BB polecacie ? 

Buziaki :*



środa, 21 lutego 2018

Makeup Revolution Conceal & Define, Full Coverage Conceal and Contour i Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye Perfect & Cover - recenzja i porównanie

Cześć!

Dziś czas na porównanie dwóch ostatnio najbardziej popularnych korektorów na rynku w dostępnej cenie. Pierwszy już większości dobrze znany korektor Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye Perfect & Cover, a drugi to Makeup Revolution Conceal & Define, Full Coverage Conceal and Contour, który zasłynął porównaniem do droższego korektora z Tarte Shape Tape. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii i porównania kolorów jakie posiadam, to zapraszam do dalszej części posta:)



OPIS PRODUKTU:

Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye Perfect & Cover

Korektor z aplikatorem w formie gąbeczki pozwala na dokładne rozprowadzenie kosmetyku, bez pozostawiania smug. Produkt obecnie dostępny w 9 kolorach. Produkt zapewnia bardzo dobre krycie, jest wielofunkcyjny- nadaje się zarówno pod oczy, jak i na całą twarz. Kosmetyk posiada lekką formułę, nie podkreśla zmarszczek i załamań skóry. W swojej formule zawiera ekstrakt z jagód Goji oraz Haloxyl, które redukują cienie pod oczami, nawilżają tę okolicę i sprawiają, że skóra wygląda zdrowo i promiennie. 
Pojemność: 6,8ml

Makeup Revolution Conceal & Define

Niezwykle lekki korektor w płynie o niesamowitym kryciu. Produkt dostępny aż w 18 odcieniach - chłodnych, ciepłych, neutralnych od bardzo jasnych do bardzo ciemnych. Mocne krycie pozwala na ukrycie wszystkich zmian skórnych, przebarwień, rozszerzonych naczynek, a także cieni pod oczami. Produkt nie uwydatnia zmarszczek, ani porów skóry. 
Produkt jest o przedłużonej trwałości, wytrzyma wiele godzin na skórze. Delikatny aplikator nie podrażnia skóry. Korektor może być również wykorzystywany do konturowania twarzy na mokro. 
Pojemność: 3,4ml


MOJA OPINIA:

Maybelline Instant Anti-Age The Eraser Eye Perfect & Cover

Korektor jest w przezroczystym opakowaniu z gąbeczką. Gąbeczką przyjemnie nakłada się produkt, ale niestety nie jest ona zbyt higieniczna a opakowanie wygląda ładnie tylko na początku. Wolałabym zdecydowanie jakąś formę z aplikatorem w formie  np. dziubka, który można by utrzymać łatwo w czystości. Za to duży plus, że idealnie widać zużycie korektora. 


Korektor ma miękką i kremową konsystencję. Zaaplikowany na skórę dość szybko zastyga i nie wchodzi w zmarszczki. Posiadam dwa kolory Light i Neutralizer. Jak już pisałam Light jest dla mnie za ciemny, ale Neutralizer to idealnie trafiony kolor z żółtymi tonami. Oba odcienie jednak mają te same właściwości. Dobrze się rozprowadzają i wtapiają w skórę. Korektor nie robi smug, ani ciemnych plam. Nie waży się w zmarszczkach mimicznych oraz nie ciemnieje po upływie wielu godzin. Dobrze przykrywa sińce pod oczami a jednocześnie ładnie rozświetla tą okolicę. Moja skóra pod oczami jest już dość wymagająca (mam już 35+) i potrzebuję korektora, który ładnie wszystko przykryje, rozświetli a także nie przesuszy mi tej delikatnej okolicy i nie podkreśli zmarszczek. Ten korektor w pełni spełnia moje wymagania, jego krycie może nie jest 100%, ale jest bardzo dobre i na moje potrzeby wystarcza. 

Makeup Revolution Conceal & Define Full Coverage Conceal and Contour



Jak na markę Makeup Revolution przystało opakowanie produktu dopracowane jest pod każdym względem. Korektor zamknięty jest w plastikowym, solidnym opakowaniu w formie błyszczyka. Dzięki swojej szacie graficznej i pięknej rose gold skuwce ma się wrażenie stosowania korektora z wyższej półki cenowej. Aplikator jest duży, skośnie ścięty z wgłębieniem. Jest to zdecydowanie największy aplikator z jakim dotąd się spotkałam w korektorze. Aplikator jest bardzo przyjemny w stosowaniu i pozwala na lepsze wydobycie odpowiedniej ilości produktu i prostszą aplikację. 



Korektor ma bardzo przyjemną kremową konsystencję. Rozprowadza się na skórze bez problemu i bardzo łatwo rozciera. Posiadam odcień C6, który mimo iż kupiony w ciemno (i dlatego, że tylko ten odcień z jasnych udało mi się dostać:)) okazał się świetnym wyborem. Bałam się, że będzie za ciemny jednak jest wystarczająco jasny i mimo iż nie ma tak żółtych tonów jak Maybelline Neutralizer i jest chłodniejszy, to ma ładny neutralny odcień. 


Korektor jest bardzo mocno kryjący, ale mimo to jego konsystencja nie jest zbyt ciężka. Jednak trzeba z nim uważać i nie przesadzić z ilością, bo wtedy staje się dość widoczny, a okolica oka zaczyna wyglądać na ciężką i zmęczoną. Korektor nie ciemnieje i nie wchodzi w zmarszczki. Jednak wydaje się bardziej suchy, mniej nawilżający niż Maybelline. 


PODSUMOWANIE


Oba korektory mają bardzo dobre właściwości kryjące. Jednak stopniem krycia wygrywa Conceal & Define, który jest najlepiej kryjącym korektorem jaki miałam.  Jeśli chodzi o właściwości nawilżające, to tu wygrywa Instant Anti-Age The Eraser Eye,  który daje przyjemny efekt nawilżenia i ładne rozświetlenie. Sądzę, że dla osób 30+ ten korektor, może się lepiej sprawdzić. Nie wiem czy to będzie widać na zdjęciu, ale na żywo widać różnicę, że po stronie Maybelline skóra pod okiem jest lepiej nawilżona i nie tak sucha. 

Jeśli chodzi o pojemność i cenę to Conceal & Define kosztuje ok 20 zł za 3,4 ml a Instant Anti-Age ok 40 zł za 6,8 ml, czyli można powiedzieć, że cena jest podobna porównując pojemność obu produktów. Co do dostępnych kolorów to w przypadku Makeup Revolution mamy ich aż 18 z czego spora część ciemnych do konturowania, ale są też bardzo jasne odcienie. Na stronie producenta Maybelline widać, że jest 9 kolorów, jednak w Polsce dostępnych jest chyba 3 lub 4 z czego jak na razie  kolor Neutralizer jest najjaśniejszy. Oba korektory są bardzo dobre, jednak na co dzień wolę korektor Maybelline, który bardziej nawilża  okolicę pod oczami. Jednak jeśli macie mocne sińce i szukacie bardzo dobrego krycia to warto wypróbować korektor od Makeup Revolution. Je będą go używać okazjonalnie, na większy wyjścia, dobrze też się sprawdza do przykrycia różnych niedoskonałości.


Koniecznie dajcie znać czy macie oba te korektory i który wolicie?

Pozdrawiam:)



wtorek, 5 grudnia 2017

WIBO MODERN EYESHADOW PALETTE I LOVELY PEACH DESIRE EYE SHADOW PALETTE - recenzja i porównanie

Cześć!

Dziś przychodzę z moja opinią o dwóch nowych paletkach  rodzimych marek Wibo i Lovely. Obie wywołały ostatnio spore zainteresowanie, paleta Wibo Modern z powodu podobieństwa do palety ABH Modern Renaissance , a paleta Lovely Peach Desire z powodu dobrej opinii o świetnej pigmentacji cieni. Każda z palet jest inna i każda ma swoje plusy i minusy. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii to zapraszam do dalszej części posta:)  


WIBO MODERN  EYESHADOW PALETTE 

OPIS PRODUCENTA:

Paleta 15 cieni do powiek. Kolejna odsłona 15 intensywnie napigmentowanych odcieni, z formułą easy to blend, dająca możliwości stworzenia nieskończenie wielu makijaży oka, zarówno w wieczorowych, jak i w codziennych odsłonach. Paleta zawiera 12 matowych i 3 metaliczne cienie, od neutralnych barw, klasycznych beży, poprzez rudości w różnych tonacjach, aż po najmodniejsze odcienie jagodowe oraz brązy. Cudownie skomponowany zestaw, który pokocha każda miłośniczka makijaży.
15 g / cena ok 39 zł

Skład:
Talc, Synthetic Fluorphlogopite, Mica, Dimethicone, Magnesium Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Silica, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Tin Oxide, [+/-]: CI 77491, CI 77499, CI 77891, CI 77742, CI 15850, CI 77492.


MOJA OPINIA:

Paleta jest dość solidnie opakowana. Najpierw mamy ochronny kolorowy kartonik, a po jego zdjęciu  ładne solidne brokatowe opakowanie zamykane na magnes z lusterkiem w środku. Paleta składa się z 15 cieni utrzymanych w ciepłej tonacji o różnym wykończeniu.





Zdjęcia w świetle dziennym, baz bazy.
W palecie jest 12 matowych cieni, mają bardzo przyjemną jedwabistą formułę. Cienie te są średnio lub dobrze napigmentowa. Taka umiarkowana pigmentacja może być plusem, bo nie robią plam, można je stopniować.  Praca z nimi jest bardzo łatwa  i przyjemna, gdyż świetnie się rozcierają i  raczej nie osypują. Pozostałe 3 kolory jak obiecuje producent powinny być metaliczne, czyli o bardzo mocnym połysku, a tak naprawdę na pierwszy rzut oka nie można dostrzec o jakie kolory chodzi. Kolory te mają jedynie delikatny blask. Mogę je określić co najwyżej jako satynowe, na pewno nie jako metaliczne ani perłowe. Lepszy połysk można zobaczyć dopiero w świetle sztucznym (zdjęcie poniżej).

Od lewej kolory: Marocco Touch, Russian Gold, Dirty Mary. Zdjęcie w świetle sztyucznym, przy lampie.
Paletka mimo błyszczącego opakowania z błyskiem ma niewiele wspólnego. Mimo tego rozczarowania, paletkę nie oceniam najgorzej. Jest świetna do codziennych makijaży, łatwo i szybko można je wykonać nie robiąc sobie przy tym żadnej krzywdy. Co do trwałości cieni, to trzeba przyznać, że są mniej trwałe od cieni z wyższej półki.  Może przez to, że są takie jedwabiste i miałkie gorzej się utrzymują, ale na dobrej bazie dają radę (bez bazy nie).


LOVELY PEACH DESIRE EYE SHADOW PALETTE

OPIS PRODUCENTA:

Paleta cieni do powiek o aromacie owocowym w ciepłych barwach inspirowanych kolorami brzoskwini.Wyjątkowa formuła umożliwia komfortową aplikację i blendowanie kolorów na powiece.
Uwaga: cienie intensywnie napigmentowane!

6 g/cena ok 20 zł

Skład:
Mica, Silica, Talc, Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimellitate, Squalane, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, O-Cymen-5-Ol, Parfum, Limonene, Linalool, Geraniol, [+/-]: CI 77891, CI 16035, CI 77491, CI 77492, CI 77007, CI 77499, CI 75470, CI 77163.


MOJA OPINIA:

Paletka jest w skromnym plastikowym opakowaniu zawierającym 7 cieni. Cienie jak obiecuje producent rzeczywiście ładnie pachną brzoskwinią, ale nie jest to na szczęście mocny męczący zapach ale przyjemny i delikatny. Mamy tu 2 metaliczne cienie i 5 matowych. Cienie jak ostrzega producent mają mocną pigmentację. Dużym plusem są tu świetnie napigmentowane maty, co rzadko się zdarza w paletach drogeryjnych za tak niską cenę. Cienie metaliczne też są bardzo dobrze napigmentowane, mamy tu piękne ciepłe złoto i  duochrome, filet na ciepłej brązowej bazie bardzo oryginalny kolor.

Zdjęcie w świetle dziennym bez bazy.

Jeśli chodzi o trwałość tych cieni, to też są odrobinę mniej trwałe od droższych cieni  i trzeba jest stosować na dobrej bazie.  


Podsumowując, paleta Wibo Modern to świetna dzienna lub wyjazdowa paleta z przyjemnymi matami i cieniami satynowymi.  Paleta ma ładne wygodne opakowanie z lusterkiem i cienie o średniej pigmentacji w ciepłych stonowanych kolorach. Jeśli lubicie zaszaleć z makijażem to nie jest paleta dla Was, ale jeśli szukacie czegoś stonowanego czym nie zrobicie sobie krzywdy i czym wykonacie spokojnie cały makijaż oka, to jest to propozycja godna uwagi. Nie próbuję jej  porównywać do ABH, bo po pierwsze nie mam tej palety, a po drugie to nie miało by sensu. Paletę kupiłam na promocji za ok 20 zł i uważam, że za taką cenę warto ją mieć, gdybym miała wydać 40 zł to bym się mocno zastanowiła. 

Paleta Lovely Peach Desire to świetnie napigmentowana ciepła paleta, świetna dla osób które nie boją się koloru i lubią mocniejsze makijaże. Nie jest to do końca samodzielna paleta, jasny cień jest trochę za ciemny pod łuk brwiowy, nie ma też żadnego chłodniejszego cienia przez co na oku wydaje się trochę za ciepła. Jest za to świetnym uzupełnieniem innych palet. Uważam, że mimo iż paleta Lovely ma mniej cieni niż paleta Wibo, jest podobnie warta ceny ok 20 zł i tyle właśnie kosztuje w cenie regularnej (obecnie do 8 grudnia jest w cenie promocyjnej 15,99 zł). 

Widać więc, że każda z palet jest inna i trafia w inne potrzeby użytkowników. Bardziej swojej ceny jest warta paleta Lovely, która mimo gorszego opakowania ma cienie o świetnej pigmentacji. Jeśli macie już trochę palet to Lovely będzie świetnym uzupełnieniem. Wibo jest przyzwoitą paletą, sprawdzi się dla osób początkujących lub lubiących delikatne makijaże. 

Dajcie znać czy macie te palety i jakie są wasze odczucia co do nich.








środa, 23 listopada 2016

BELL WANTED DŁUGOTRWAŁE CIENIE W KREMIE - RECENZJA I PORÓWNANIE DO MAYBELLINE I INGLOT

Cześć!

Chyba już większość z nas wie, że w Biedronce jest szafa Bell gdzie czeka na nas wiele kosmetycznych dobroci. Od niedawna można tam znaleźć najnowszą edycję limitowaną długotrwałych cieni w kremie Bell Wanted. Cienie te do złudzenia przypominają Cienie Color Tattoo od Maybelline, a także co niedawno odkryłam jeden z cieni jest bardzo podobny do konturówki do brwi w żelu Inglota. Jeśli jesteście ciekawi co o nich sądzę i jak się sprawują w porównaniu do  produktów od Maybelline i Inglot, zapraszam do dalszego czytania:)



OPIS PRODUCENTA:

Trwałe, odporne na ścieranie cienie. Kremowa konsystencja pozwala na precyzyjną aplikację zarówno palcem, jak i pędzelkiem. Malowanie nimi to sama przyjemność. Klasyczne odcienie w matowym wydaniu nadadzą twojemu spojrzeniu tajemniczości, a makijażowi – klasy.


MOJA OPINIA:

Cienie dostępne są w 4 kolorach, ja wybrałam No: 03 (chłodny brąz) i No: 04 (przybrudzony beżo-róż).


Po lewej  No;03 , po prawej No:04
Po lewej No;04 , po prawej No:03
Kosmetyk zamknięty jest w szklanym zakręcanym słoiczku i który mieści podobno 24 gramy produktu (niestety nie ma informacji na opakowaniu). Po otwarciu produkt jest zdatny do użycia standardowo przez 12 miesięcy. W środku cień ma dodatkowo plastikową osłonkę mającą zapobiegać wyschnięciu produktu. Konsystencja cienia jest dość gęsta, ale kremowa dzięki czemu łatwo się rozprowadza. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, świetnie kryją już po nałożeniu jednej warstwy. Jedynym problemem może być to, że cienie dość szybko zastygają na całkowity mat więc trzeba je szybko aplikować na powiekę, najlepiej palcem. Potem podobnie jak przy cieniach Color Tattoo ciężko je zmyć. Są trwałe, nie zbierają się w załamaniach powiek, mogą świetnie się sprawdzić solo, albo jako baza pod inne cienie. Cień No:04 najczęściej stosuję jako bazę pod cienie lub samodzielnie, jest on trochę ciemniejszy, ale zbliżony w odcieniu do Color Tattoo Creamy Mattes nr 91 Creme De Rose, a odcień No:03 jest podobny (choć nie tak szary) do Color Tattoo Nr 40 Permanent Taupe.  
Od lewej Color Tattoo nr 91, Bell No: 04, Bell No:03, Color Tattoo nr 40. 
Cienie  Bell Wanted w konsytencji i trwałości są bardzo podobne do cieni Color Tattoo  z serii Creamy Mattes  (jednak Color Tattoo są większe bo mają aż 53 gramy). Nie wiem jednak jak będą się sprawować za jakiś czas jak trochę podeschną. Cienie z Maybelline Creamy Mattes  mam już ponad rok i nadal świetnie się sprawdzają (pisałam o nich w tamtym roku tutaj).  Kolor nr. 40 Permanent Taupe, jest ze starszej serii i niestety jest bardziej suchy i mniej kremowy, więc jak szukacie lepszego i tańszego jego zamiennika to myślę, że śmiało możecie sięgnąć po cienie z Bell (jeśli szukacie bardziej szarego odcienia to  zobaczcie odcień No:01).



Cień w kolorze No:03 świetnie się sprawdza jako pomada do brwi, do tego ma idealny kolor nie za szary ani nie za ciepły. Porównując go do Color Tattoo pomyślałam, że zobaczę czy jest podobny do mojej ulubionej konturówki do brwi w żelu Inglot nr 12 i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że kolor jest prawie identyczny.

Po lewej Bell Wanted No:03, po prawej Inglot nr 12.

Po lewej Bell Wanted No:03, po prawej Inglot nr 12.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym cieniem jako pomadą do brwi, nie dosyć, że jest prawie w tym samym kolorze (na brwiach w ogóle nie widać różnicy) co pomada nr 12 z Inglota, to do tego cień z Bell jest dużo większy niż Inglot (który ma tylko 2 gramy), a także bardziej trwały, bo wodoodporny, co widać w moim teście poniżej. 

Po lewej Bell Wanted No:03, po prawej Inglot nr 12.
Poniżej cień Bell i pomada Inglot po 6-krotnym przetarciu mokrym wacikiem.

Po lewej Bell Wanted No:03, po prawej Inglot nr 12.
Podsumowując mamy tu świetny produkt za ok 8 zł. Oba cienie sprawują się super i szkoda, że jest to limitowana edycja. Do tego kolor No:03 sprawdza się nie tylko jako cień, ale też jako pomada do brwi. Do tego jakością dorównuje ,a nawet jeśli chodzi o trwałość przebija Inglota. Ciężko mi ocenić jak te kosmetyki będą się zachowywać po paru miesiącach, na chwilę obecną jestem nimi zachwycona i gorąco polecam. 

Dajcie znać co o nich sądzicie.? Jak macie dwa pozostałe odcienie to dajcie znać jak się sprawują? Jestem bardzo ciekawa waszych opinii. 



Pozdrawiam:)